11 kwietnia 2026


Kiedy kończy się dzień...

Każdy z nas idzie przez życie własną drogą i przeżywa każdy dzień na swój indywidualny sposób.

Jedni są zadowoleni i mogliby go wychwalać w nieskończoność, inni wręcz przeciwnie.

Każdy z nas idzie swoją drogą, doświadczając życia.

I nie jest istotne czy się uśmiechasz czy płaczesz, bo dzień się i tak kończy, bez względu na samopoczucie.

Wiem, znacznie przyjemniej jest kończyć dzień z uśmiechem na ustach i radością w sercu. Jednak życie obfituje w przeróżne wydarzenia i doświadczenia.

Dobra kolacja, relaksująca kąpiel, może jakieś ćwiczenia, książka... oczywiście poprawiają nasze samopoczucie i tym samym wpływają na jakość snu.

Jednak wszelkie emocje doznane w mijającym dniu zostają zapisane w naszej pamięci komórkowej i wibrują po ciele.

Fizyczny brud schodzi pod prysznicem, natomiast emocjonalny, nagromadzony w ciągu dnia potrzebuje oczyszczenia energetycznego, aby powróciła harmonia energetyczna w ciele.

Przywracanie harmonii energetycznej w ciele jest jednym z elementów praktycznego kursu Świadomego Zarządzania Energią, który prowadzę indywidualnie online.

Jeżeli interesuje cię praca z energią i świadome nią zarządzanie, to zapraszam do kontaktu mailowego wiedunka@gmail.com 

Spokojności 

Maria Wiedunka 

 

Pamiętaj.

Prawdziwej wolności

nikt i nic

nie może ci odebrać.


Maria Wiedunka

 

Przychodzą takie dni,

kiedy zaczynasz wątpić w to,

co robisz.


Nie widzisz efektów

swoich działań.

Nic się nie dzieje.

A miało być tak pięknie.


Zaczynasz wątpić w siebie.

Doszukiwać się błędów.

Spada twoja energia.

Nastrój się pogarsza.


Pojawia się zniechęcenie.

Chcesz zrezygnować.


Nie ma nikogo innego.

Jesteś tylko TY.


I wystarczyło jedno

niespełnione oczekiwanie.

Pojawiło się rozczarowanie

i... lawina poleciała.


Sposób postrzegania

ma ogromne znaczenie.

Ty decydujesz.

Ty wybierasz.


Maria Wiedunka

10 kwietnia 2026

 

Dr Mark był znanym onkologiem. Pewnego dnia poleciał na ważną konferencję w innym mieście, gdzie miał otrzymać nagrodę w dziedzinie medycyny.

Jednak godzinę po starcie doszło do awaryjnego lądowania na pobliskim lotnisku. Lekarz wynajął samochód i pojechał na konferencję.

Jednak wkrótce po jego odejściu pogoda się pogorszyła i zaczęła się gwałtowna burza. Z powodu ulewnego deszczu internet zniknął w nawigatorze. Doktor skręcił w złą stronę i zgubił się.

Po dwóch godzinach jazdy zorientował się, że zabłądził. Czuł się głodny i strasznie zmęczony, więc postanowił poszukać miejsca na nocleg.

Natknął się na mały dom. Zdesperowany wysiadł z samochodu i zapukał do drzwi. Drzwi otworzyła kobieta. Wyjaśnił i poprosił ją o skorzystanie z telefonu. Kobieta powiedziała mu jednak, że nie ma telefonu, ale może wejść i poczekać, aż pogoda się poprawi.

Głodny, mokry i zmęczony lekarz przyjął jej ofertę i wszedł do domu. Kobieta postawiła mu gorącą herbatę i powiedziała, że ​​pójdzie się pomodlić. Dr Mark uśmiechnął się i powiedział, że wierzy tylko w ciężką pracę.

Siedząc przy stole, popijając herbatę, lekarz obserwował, jak w przyćmionym świetle świec kobieta modli się przy łóżeczku. Lekarz zrozumiał, że kobieta potrzebuje pomocy, więc kiedy skończyła się modlić, zapytał ją:

- Czego dokładnie chcesz od Boga? Czy myślisz, że Bóg kiedykolwiek wysłucha twoich modlitw?

Kobieta uśmiechnęła się smutno i powiedziała:

- Dziecko w łóżeczku to mój syn, który cierpi na rzadki typ raka i jest tylko jeden lekarz, nazywa się Mark, który może go wyleczyć, ale nie mam na to pieniędzy, poza tym dr Mark mieszka w innym mieście. Bóg nadal nie odpowiedział na moją modlitwę, ale wiem, że pomoże... i nic nie złamie mojej wiary.

Osłupiały i oniemiały, dr Mark po prostu wybuchnął płaczem. Zaszeptał:

- Bóg jest wspaniały…

Pamiętał wszystko, co mu się dzisiaj przydarzyło: awarię samolotu, ulewny deszcz, przez który zbłądził; a wszystko to wydarzyło się dlatego, że Bóg nie tylko odpowiedział na jej modlitwę, ale także dał mu szansę wydostania się z materialnego świata i dał mu możliwość pomocy biednym nieszczęśliwym ludziom, którzy nie mają nic poza modlitwą…

autor nieznany


Z miłością

Maria Wiedunka

 

Jak to jest z tą 

(nie) gotowością do zmian?


Pracując z ludźmi bardzo często słyszę "Nie jestem jeszcze gotowy".


Czyżby?

Ile w tym prawdy?

Ile szczerości wobec siebie?


Nie jestem gotowy, to kolejna "cudowna" wymówka aby czegoś nie zrobić, aby nie działać, nie dokonywać zmian. Aby nie dotykać starego, co i tak nam już nie służy, a jak zbędny balast ciągniemy za sobą.

To strach. Boimy się dotknąć powodów, dla których idziemy przez życie z dodatkowym obciążeniem. Boimy się, że może nas zaboleć. I zaboli. Każde nieprzeżyte i stłumione emocje będą tkwiły w nas do momentu ich uwolnienia. Manifestować się będą chorobą w ciele lub komplikacjami w codzienności.

Emocje uwolnić możemy na dwa sposoby, przez uświadomienie sobie sytuacji i jej przyczyny lub zgodę na ich przeżycie. Efektem jest pozbycie się balastu, który jest tylko symbolem "obumierania" cząstek nas samych. A puszczanie i uwalnianie wywołuje w nas lęk, a czasami nawet przerażenie, ale innej opcji nie ma.

"Jeszcze nie teraz!"

To kiedy?

Nigdy nie będzie właściwego czasu. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie do odwlekania, które jest ucieczką przed tym, co nam nie odpowiada i czego nie chcemy dotknąć. Uciekając, bądź świadomy, że jeszcze trudniej będzie się zatrzymać i dokonać zmian.

Jeśli nie zrobisz tego sam, to zmusi cię do tego życie. Możesz podjąć decyzje sam lub pozwolić aby inni, w tym życie, decydowali za ciebie. Twój wybór.

Idąc na jakikolwiek kurs, czy to prawa jazdy, językowy czy jakikolwiek inny, to decydujesz się podjąć pewne działania w tym kierunku. I... nie wybierasz sobie, że na te zajęcia nie jesteś gotowy, a na te tak. Te sobie odpuścisz, a inne nie. Nie masz takich dylematów, jedynie co, to jedne ci odpowiadają, a inne nie, ale uczestniczysz w nich, bo chcesz prowadzić samochód lub komunikować się w obcym języku. Ale jeżeli chodzi o dokonanie zmian w życiu, to... każda wymówka i każde tłumaczenie jest dobre, nieprawdaż?

I jak to jest z tą "nie gotowością"?

Na ile jest prawdziwa?

Na ile iluzoryczna?

Bądź ze sobą szczery!


Cudownej szczerości ze sobą!

Maria Wiedunka

 

Nie wypowiadaj słów,

które nie znajdują

potwierdzenia w czynach.


Maria Wiedunka 

09 kwietnia 2026

 

Ojciec z synem chodzili po górach. Nagle chłopiec potknął się i upadł krzycząc:

- Aaach!!!

Ku swemu zdziwieniu usłyszał głos powtarzający gdzieś wśród gór:

- Aaach!!!


Zaciekawiony zapytał:

- Kim jesteś?

W odpowiedzi usłyszał:

- Kim jesteś?


Rozgniewał się i krzyknął:

- Tchóż!

I zaraz usłyszał:

- Tchóż!


Spojrzał na swego ojca i zapytał:

- O co tu chodzi?

Ojciec uśmiechnął się:

- Uważaj, mój synu.


I krzyknął w stronę gór:

- Uwielbiam cię!

Głos odpowiedział:

- Uwielbiam cię!


Ponownie człowiek krzyknął:

- Jesteś najlepszy!

Głos odpowiedział:

- Jesteś najlepszy!


Chłopiec nadal nic nie rozumiał. Ojciec wyjaśnił:

- Ludzie nazywają to echem, lecz tak naprawdę takie jest właśnie życie. Oddaje ci wszystko, co powiedziałeś lub zrobiłeś.

Nasze życie jest odbiciem naszego działania.

Jeżeli pragniesz więcej miłości na świecie, stwórz więcej miłości w swoim sercu.

Jeżeli pragniesz więcej umiejętności i odpowiedzialności w swojej grupie, pogłębiaj własne umiejętności.

Wzajemność wkrada się we wszystkie aspekty życia. Życie zwraca ci wszystko, co w nie włożyłeś.

Twoje życie to nie zbieg okoliczności. To odbicie ciebie samego.

autor nieznany

Z miłością

Maria Wiedunka

08 kwietnia 2026

 

Jeśli myślisz, że przejście na wegetarianizm, kupowanie organicznej żywności, praktykowanie jogi i medytowanie jest bardziej „duchowe”, ale wtedy stwierdzasz, że osądzasz tych, którzy tego samego nie robią...popadłeś w ego.

Jeśli myślisz, że bardziej „duchowe” jest podróżowanie rowerem lub transportem publicznym do pracy, ale potem stwierdzasz, że osądzasz tych, którzy jadą samochodem, wpadłeś w pułapkę ego.

Jeśli myślisz, że zaprzestanie oglądania telewizji, ponieważ niszczy mózg, jest bardziej „duchowe”, ale wtedy stwierdzasz, że osądzasz tych, którzy nadal ją oglądają, wpadłeś w pułapkę ego.

Jeśli myślisz, że bardziej „duchowe” jest unikanie czytania plotkarskich gazet i czasopism, a potem osądzasz tych, którzy je czytają, wpadłeś w pułapkę ego.

Jeśli uważasz, że słuchanie muzyki klasycznej lub dźwięków natury jest bardziej „duchowe”, a potem osądzasz tych, którzy słuchają muzyki komercyjnej, wpadłeś w pułapkę ego.

Musimy zawsze zwracać uwagę na poczucie „wyższości”, jest to rzeczywiście najważniejsza wskazówka, że ​​musimy zrozumieć, że jesteśmy w pułapce ego.

Ego sprytnie ukrywa się w szlachetnych myślach, takich jak rozpoczęcie diety wegetariańskiej lub jazda na rowerze, a następnie przekształca się w poczucie wyższości w stosunku do tych, którzy nie podążają tą samą „duchową” ścieżką.

~ Mooji

07 kwietnia 2026

06 kwietnia 2026

 

"Kiedy moja babcia miała jedenaście lat, dostała zapalenia płuc i była umierająca. Działo się to jeszcze przed wynalezieniem penicyliny. Diagnoza: zapalenie płuc, równała się diagnozie: koniec. Leżała, małe drobne dziewczątko, w wysokiej gorączce i wszyscy na wsi wiedzieli, że to dziecko nie przeżyje.

Dowiedział się też o tym jej dawny nauczyciel, mieszkający w miasteczku oddalonym o trzy godziny drogi lasem. Lubił babcię, pamiętał ją ze szkoły, w której kiedyś uczył. No i urwał w swoim sadzie gruszkę, wspaniałą, wielką gruszkę. Był ubogi, więc nie miał nic innego, co by mógł dziewczynce dać. Ruszył w drogę przez las.

Podobnie jak inni pewny, że dziewczynka umrze. Nie wiedział nawet czy zastanie ją jeszcze żywą. Niósł jej gruszkę na drogę z tamtego świata.

Doszedł do domu, gdzie mieszkała babcia i poprosił, by go zaprowadzono do umierającego dziecka. Babcia osłupiała… Jej ukochany były nauczyciel wybrał się w wielogodzinną podróż lasem i przyszedł do niej, małej dziewczynki, aby jej przynieść prezent! Ujęła złocistą gruszkę w drobne, spocone od gorączki palce.

Kiedy mi to opowiadała siedemdziesiąt lat później, w jej słowach można było wyczuć ówczesne wzruszenie i szczęście. Nauczyciel usiadł obok łóżka, przez chwilę z nią porozmawiał, pogłaskał ją i ruszył w powrotną trzygodzinną drogę lasem. Miał przecież w mieście tyle pracy!

A babcia… Od tamtego momentu zaczęła zdrowieć. Psychologowie dobrze wiedzą, do czego zdolna jest psychosomatyka, co może zdziałać dotknięcie duszy, czego może dokonać „przestrojenie duszy”, jak czasami może uzdrowić jedno zdanie. Jedna radość… Jeden dar. Ręka, która poda… „gruszkę”.

Babcia wyzdrowiała. Wyrosła, wyszła za mąż, miała córkę, córka wyrosła, wyszła za mąż, a potem urodziłem się ja.

Pewna struna życia nie zerwała się. Nie zerwała się dzięki nauczycielowi, który nie zawahał się wyruszyć w na pozór zbędną drogę do umierającej dziewczynki. Który ofiarował jej gruszkę… swoją bliskość… parę słów…

Kto wie, gdzie jest pochowany ów nauczyciel, który na początku ubiegłego stulecia szedł przez sześć godzin lasem i przyniósł pewnej małej dziewczynce gruszkę. Kto wie, gdzie jest cisza, która się wznosi nad jego grobem. Ale ta cisza świeci. Są cisze, które świecą… Cisza, która pozostaje po dobrych ludziach świeci. Kto wie, może jestem ostatnim, kto go wspomina.

Czasem wystarcza tak mało… Podarować gruszkę. Przyjść ciemnym lasem do kogoś, kto jest sam, chory, odczuwa ból.

Czasem wystarcza tak mało, coś zdawałoby się niepozornego… A cały jeden kontynent, cały jeden kontynent życia nie zatonie. Kto wie, kto dzisiaj, w tym momencie, czeka – osamotniony, zrezygnowany, pełen bólu i niepokoju. Kto dzisiaj czeka na jakąś gruszkę, którą możemy mu podarować. Dzisiaj. My. Tylko my".

Eduard Martin