Nawet
największy bałagan
da się posprzątać.
Maria Wiedunka
Kiedy kończy się dzień...
Każdy z nas idzie przez życie własną drogą i przeżywa każdy dzień na swój indywidualny sposób.
Jedni są zadowoleni i mogliby go wychwalać w nieskończoność, inni wręcz przeciwnie.
Każdy z nas idzie swoją drogą, doświadczając życia.
I nie jest istotne czy się uśmiechasz czy płaczesz, bo dzień się i tak kończy, bez względu na samopoczucie.
Wiem, znacznie przyjemniej jest kończyć dzień z uśmiechem na ustach i radością w sercu. Jednak życie obfituje w przeróżne wydarzenia i doświadczenia.
Dobra kolacja, relaksująca kąpiel, może jakieś ćwiczenia, książka... oczywiście poprawiają nasze samopoczucie i tym samym wpływają na jakość snu.
Jednak wszelkie emocje doznane w mijającym dniu zostają zapisane w naszej pamięci komórkowej i wibrują po ciele.
Fizyczny brud schodzi pod prysznicem, natomiast emocjonalny, nagromadzony w ciągu dnia potrzebuje oczyszczenia energetycznego, aby powróciła harmonia energetyczna w ciele.
Przywracanie harmonii energetycznej w ciele jest jednym z elementów praktycznego kursu Świadomego Zarządzania Energią, który prowadzę indywidualnie online.
Jeżeli interesuje cię praca z energią i świadome nią zarządzanie, to zapraszam do kontaktu mailowego wiedunka@gmail.com
Spokojności
Maria Wiedunka
Przychodzą takie dni,
kiedy zaczynasz wątpić w to,
co robisz.
Nie widzisz efektów
swoich działań.
Nic się nie dzieje.
A miało być tak pięknie.
Zaczynasz wątpić w siebie.
Doszukiwać się błędów.
Spada twoja energia.
Nastrój się pogarsza.
Pojawia się zniechęcenie.
Chcesz zrezygnować.
Nie ma nikogo innego.
Jesteś tylko TY.
I wystarczyło jedno
niespełnione oczekiwanie.
Pojawiło się rozczarowanie
i... lawina poleciała.
Sposób postrzegania
ma ogromne znaczenie.
Ty decydujesz.
Ty wybierasz.
Maria Wiedunka
Dr Mark był znanym onkologiem. Pewnego dnia poleciał na ważną konferencję w innym mieście, gdzie miał otrzymać nagrodę w dziedzinie medycyny.
Jednak godzinę po starcie doszło do awaryjnego lądowania na pobliskim lotnisku. Lekarz wynajął samochód i pojechał na konferencję.
Jednak wkrótce po jego odejściu pogoda się pogorszyła i zaczęła się gwałtowna burza. Z powodu ulewnego deszczu internet zniknął w nawigatorze. Doktor skręcił w złą stronę i zgubił się.
Po dwóch godzinach jazdy zorientował się, że zabłądził. Czuł się głodny i strasznie zmęczony, więc postanowił poszukać miejsca na nocleg.
Natknął się na mały dom. Zdesperowany wysiadł z samochodu i zapukał do drzwi. Drzwi otworzyła kobieta. Wyjaśnił i poprosił ją o skorzystanie z telefonu. Kobieta powiedziała mu jednak, że nie ma telefonu, ale może wejść i poczekać, aż pogoda się poprawi.
Głodny, mokry i zmęczony lekarz przyjął jej ofertę i wszedł do domu. Kobieta postawiła mu gorącą herbatę i powiedziała, że pójdzie się pomodlić. Dr Mark uśmiechnął się i powiedział, że wierzy tylko w ciężką pracę.
Siedząc przy stole, popijając herbatę, lekarz obserwował, jak w przyćmionym świetle świec kobieta modli się przy łóżeczku. Lekarz zrozumiał, że kobieta potrzebuje pomocy, więc kiedy skończyła się modlić, zapytał ją:
- Czego dokładnie chcesz od Boga? Czy myślisz, że Bóg kiedykolwiek wysłucha twoich modlitw?
Kobieta uśmiechnęła się smutno i powiedziała:
- Dziecko w łóżeczku to mój syn, który cierpi na rzadki typ raka i jest tylko jeden lekarz, nazywa się Mark, który może go wyleczyć, ale nie mam na to pieniędzy, poza tym dr Mark mieszka w innym mieście. Bóg nadal nie odpowiedział na moją modlitwę, ale wiem, że pomoże... i nic nie złamie mojej wiary.
Osłupiały i oniemiały, dr Mark po prostu wybuchnął płaczem. Zaszeptał:
- Bóg jest wspaniały…
Pamiętał wszystko, co mu się dzisiaj przydarzyło: awarię samolotu, ulewny deszcz, przez który zbłądził; a wszystko to wydarzyło się dlatego, że Bóg nie tylko odpowiedział na jej modlitwę, ale także dał mu szansę wydostania się z materialnego świata i dał mu możliwość pomocy biednym nieszczęśliwym ludziom, którzy nie mają nic poza modlitwą…
autor nieznany
Z miłością
Maria Wiedunka
Jak to jest z tą
(nie) gotowością do zmian?
Pracując z ludźmi bardzo często słyszę "Nie jestem jeszcze gotowy".
Czyżby?
Ile w tym prawdy?
Ile szczerości wobec siebie?
Nie jestem gotowy, to kolejna "cudowna" wymówka aby czegoś nie zrobić, aby nie działać, nie dokonywać zmian. Aby nie dotykać starego, co i tak nam już nie służy, a jak zbędny balast ciągniemy za sobą.
To strach. Boimy się dotknąć powodów, dla których idziemy przez życie z dodatkowym obciążeniem. Boimy się, że może nas zaboleć. I zaboli. Każde nieprzeżyte i stłumione emocje będą tkwiły w nas do momentu ich uwolnienia. Manifestować się będą chorobą w ciele lub komplikacjami w codzienności.
Emocje uwolnić możemy na dwa sposoby, przez uświadomienie sobie sytuacji i jej przyczyny lub zgodę na ich przeżycie. Efektem jest pozbycie się balastu, który jest tylko symbolem "obumierania" cząstek nas samych. A puszczanie i uwalnianie wywołuje w nas lęk, a czasami nawet przerażenie, ale innej opcji nie ma.
"Jeszcze nie teraz!"
To kiedy?
Nigdy nie będzie właściwego czasu. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie do odwlekania, które jest ucieczką przed tym, co nam nie odpowiada i czego nie chcemy dotknąć. Uciekając, bądź świadomy, że jeszcze trudniej będzie się zatrzymać i dokonać zmian.
Jeśli nie zrobisz tego sam, to zmusi cię do tego życie. Możesz podjąć decyzje sam lub pozwolić aby inni, w tym życie, decydowali za ciebie. Twój wybór.
Idąc na jakikolwiek kurs, czy to prawa jazdy, językowy czy jakikolwiek inny, to decydujesz się podjąć pewne działania w tym kierunku. I... nie wybierasz sobie, że na te zajęcia nie jesteś gotowy, a na te tak. Te sobie odpuścisz, a inne nie. Nie masz takich dylematów, jedynie co, to jedne ci odpowiadają, a inne nie, ale uczestniczysz w nich, bo chcesz prowadzić samochód lub komunikować się w obcym języku. Ale jeżeli chodzi o dokonanie zmian w życiu, to... każda wymówka i każde tłumaczenie jest dobre, nieprawdaż?
I jak to jest z tą "nie gotowością"?
Na ile jest prawdziwa?
Na ile iluzoryczna?
Bądź ze sobą szczery!
Cudownej szczerości ze sobą!
Maria Wiedunka