Życiowy nadbagaż...
Nieprzepracowany ból
tak naprawdę nigdy nie odchodzi.
Niesiesz go ze sobą przez życie.
Maria Wiedunka
Dzielić z kimś życie...
I pierwszym skojarzeniem u większości jest współuczestniczenie w czyimś życiu lub kogoś w naszym i wspólne przeżywanie.
Jednak uwielbiam zabawę słowami, które także mają swoją energetykę, jak wszystko.
Dzielić, kroić, rozdzielać, wyodrębniać, tworzyć podziały...
Podobnie jest ze związkiem...
Związanie, skrępowanie, spętanie, zniewolenie...
Wiem, że każdy zobaczy tylko to co chce zobaczyć, jednak w głębi serca nie o takich relacjach z drugim człowiekiem marzymy.
Relacje oparte na szacunku i zaufaniu przede wszystkim do siebie, są podstawą do tworzenia podobnych relacji z innymi.
Niech się darzy
Maria Wiedunka
Sesje rozwoju samoświadomości.
Praktyczny kurs Świadomego Zarządzania Energią
Wezwanie do miłości
Przypatrz się swemu życiu
i zobacz,
jak jego pustkę
wypełniłeś innymi ludźmi.
W konsekwencji dusisz się nimi.
Zauważ, jak oni kontrolują
twoje zachowanie
poprzez akceptację
albo wyrazy dezaprobaty.
Dzięki swej obecności łagodzą
poczucie osamotnienia;
podnoszą cię na duchu
przez pochwały
i stają się przyczyną rozpaczy
poprzez krytyki i odrzucenie.
Przyjrzyj się sobie uważnie
i zobacz,
jak prawie każdy moment
swego życia poświęcasz
na zjednywanie sobie ludzi,
na pochlebianie im,
i to niezależnie od tego,
czy są to żyjący czy zmarli.
Żyjesz według ich norm,
zgodnie z ich standardami,
szukasz ich towarzystwa,
pragniesz ich miłości,
boisz się, by cię nie wyśmiali,
tęsknisz za ich poklaskiem,
potulnie poddajesz się narzuconym wyrzutom sumienia;
przeraża cię myśl
postępowania wbrew modzie
czy to w sposobie ubierania, mówienia, postępowania,
czy nawet myślenia.
Zauważ, że nawet
kiedy kontrolujesz innych,
jesteś od nich zależny
i przez nich zniewolony.
Anthony de Mello
Niech się darzy
Maria Wiedunka
A czasami bywa i tak...
W najbardziej oddalonym miejscu pustyni znajdowała się oaza.Tam obok daktylowych palm klęczał stary Eliahu. Jego sąsiad Hakim, który był bogatym kupcem, zatrzymał się w oazie, aby napoić swoje wielbłądy, i zobaczył Eliahu, który oblany potem grzebał w ziemi.
- Jak się masz, staruszku? Pokój z tobą.
- I z tobą – odpowiedział Eliahu, nie przestając grzebać.
- Co robisz w takim upale z łopatą w ręku?
- Sieję – odpowiedział starzec.
- A co tutaj siejesz, Eliahu?
- Daktyle – odrzekł Eliahu, pokazując daktylowy gaj wokół siebie.
- Daktyle! – powtórzył nowo przybyły.
I zamknął oczy z politowaniem, jakby usłyszał największą głupotę świata .
- Upał uszkodził ci mózg, drogi przyjacielu. Zostaw tę pracę, pójdziemy do namiotu i napijemy się likworu.
- Nie, muszę skończyć sianie. Później, jak chcesz, napijemy się…
- Powiedz mi, przyjacielu, ile masz lat?
- Nie wiem… Sześćdziesiąt, siedemdziesiąt, osiemdziesiąt… Nie wiem… Zapomniałem. Ale czy to ważne?
- Posłuchaj, przyjacielu. Aby wyrosła palma daktylowa potrzeba ponad pięćdziesięciu lat, a żeby zaowocowała, trzeba poczekać jeszcze dłużej. Wiesz, że nie życzę ci źle, i obyś żył sto jeden lat, ale sam zdajesz sobie sprawę, że z trudem doczekasz się zbioru plonów tego, co dzisiaj zasiejesz. Zostaw to i chodź ze mną.
- Słuchaj, Hakim, pożywiłem się daktylami, które ktoś zasiał. Temu komuś też się nie marzyło zjedzenie tych daktyli. Ja sieję dziś, aby jutro inni mogli się posilić tym, co zasiałem… Warto skończyć tę pracę, choćby dla oddania hołdu tamtemu nieznanemu człowiekowi.
- Dałeś mi dzisiaj dobrą nauczkę, Eliahu. Pozwól, że zapłacę ci sakwą pieniędzy za lekcję, którą od ciebie dziś otrzymałem. I mówiąc to, Hakim wręczył starcowi skórzaną sakwę.
- Jestem ci wdzięczny za twoje pieniądze, przyjacielu. Widzisz, czasami bywa i tak: ty mi przepowiedziałeś, że nie doczekam zbioru mych plonów, i było to bardzo prawdopodobne, ale zauważ, że choć jeszcze nie skończyłem siać, a już zebrałem sakwę z pieniędzmi i wdzięczność przyjaciela.
- Twoja mądrość zadziwia mnie, staruszku. To już dzisiaj twoja druga lekcja, i być może ważniejsza od pierwszej. Pozwól mi więc również odwdzięczyć ci się drugą sakwą pieniędzy.
- A czasami bywa i tak… - kontynuował starzec. Wyciągnął rękę wskazując na obydwie sakwy z pieniędzmi.
– Zasiałem, aby nie zebrać, i zanim skończyłem sianie, zebrałem nie raz, ale dwa razy.
Jorge Bucay via Maria Wiedunka