09 grudnia 2014

Obelga. I jak reagujesz?


"Pewien człowiek zaczął publicznie lżyć Omara Khayyama:
- Jesteś bezbożnikiem! Pijakiem! Złodziejem!
W odpowiedzi Omar Khayyam tylko się uśmiechnął. Obserwujący te scenę młody człowiek, elegancko i modnie ubrany w jedwabne szaty zapytał Omara:
- Jak możesz znosić takie obelgi? Czyżbyś pozostał obojętny na wyzwiska, którymi Cię obrzucono?

Omar Khayyam ponownie się uśmiechnął i zaprosił nieznajomego eleganta do swej piwniczki.

Tam, wśród zakurzonych staroci, stała skrzynia, z której Omar wyjął brudne podziurawione łachmany i rzucił młodzianowi:
- Masz, przymierz to - powiedział – Chyba będą pasować.
Młody człowiek wielce się zdenerwował:
-Po co mi dajesz te stare szmaty? Przecież jestem przyzwoicie, schludnie ubrany! Zwariowałeś?! – krzyknął odrzucając zniszczone ubrania.
- Sam zatem widzisz - powiedział Omar - że nie chcesz przymierzać brudnych łachów.

Ja też nie chcę przymierzać brudnych słów, które rzucił mi tamten człowiek… Przejmować się obelgami – to przymierzać łachmany, które Ci ktoś ciśnie..."




autor nieznany - zdjęcie z internetu

link do źródła tekstu
 

Zawsze bądź sobą.


Cokolwiek byś nie zrobił człowieku,
to i tak będą mówić o tobie.
Ale to ich problem, a nie twój.
Ty pozostań sobą.



autor nieznany - zdjęcie z internetu


08 grudnia 2014

Bądź świadomy własnego dialogu.






Narzędzia zmian.


Jest wiele metod i sposobów aby odmienić i "ulepszyć" nasze życie. Każdy wybrany sposób dokonania zmiany tego co jest w naszym życiu, jest naszą drogą rozwoju. I tylko od nas samych zależy, czy wykorzystamy narzędzia, które otrzymujemy. Każde z narzędzi jest tylko narzędziem w naszych rękach i tylko od nas zależy czy będzie nam pomocne przy dokonywaniu życiowych zmian.

Każdy z nas poszukuje swojej drogi i tym samym swoich narzędzi. Jednak same narzędzia nie są w stanie nic zdziałać bez naszego udziału. Często kwitujemy krótko "nie działa" i poszukujemy dalej. Kolejne... okazuje się, że też nie działa. I kolejne... A tak naprawdę, każde, nawet najmniejsze i najprostsze narzędzie może być mocarne w naszych rękach, ale przy naszym udziale.

Ważna jest nasza gotowość na zmiany i chęć działania w tym kierunku. Samo wyrażenie "chcę zmiany" nie wystarczy jeżeli nie pójdą za nim działania. Żadne z narzędzi nie zadziała jak tabletka przeciwbólowa, bo to tak nie działa. Zamysł, że zastosuję to czy tamto narzędzie i już się zadzieje jest błędne i samo z siebie nie dokona żadnych zmian, jak za nim nie pójdą nasze działania.

Często słyszę:
- Chcę zmiany i to już, natychmiast!
- Super! To powiedz mi jaki krok w tym kierunku został wykonany przez ciebie. - pytam.
I tu zapada głęboka cisza.
- Jaki? Nawet najmniejszy?
Cisza.

Zawsze możemy zrobić ten pierwszy krok, a za nim kolejne we własnym tempie. Ale bez pierwszego kroku nie ruszymy dalej. Zawsze możemy zrobić coś inaczej niż dotychczas. Iść inną drogą, zacząć się posługiwać drugą ręką, przestawić coś w mieszkaniu czy zamienić chociażby łyżki z widelcami w szufladzie kuchennej i zaobserwować jak się z tym czujemy i jak na zmiany reaguje nasze ciało i emocje. No i domownicy.

Fajna zabawa i cudowne doświadczenia  w procesie wprowadzania dobrych zmian do naszego życia.


Odwagi i...

zdjęcie z internetu - autor nie znany


07 grudnia 2014

Miłość.





Moja droga do wdzięczności.


Pierwszą rzeczą jaką dzisiaj zrobiłam po przebudzeniu była wdzięczność za wszystko co mam. Jeszcze oczu nie otworzyłam, a już dziękowałam. Sam fakt, że się obudziłam i darowany mam kolejny dzień do przeżycia jest już powodem do wdzięczności.

Pamiętam, jak wiele lat temu, zaczynając swoją przygodę z rozwojem osobistym natknęłam się w jakimś czasopiśmie na artykuł Ewy Foley na temat właśnie wdzięczności. Zalecała wówczas prowadzenie dzienniczka wdzięczności... Podjęłam to wyzwanie, ale przyznaję że było mi bardzo trudno. Miałam każdego dnia wypisywać przynajmniej pięć rzeczy za które jestem wdzięczna. Oj, nie było łatwo. Życie mnie kopało z każdej strony, a ja miałam skupiać się na dobrych rzeczach i jeszcze za nie dziękować. Jak to... ja musiałam przecież problemy rozwiązywać, a nie bzdetami się zajmować... ale próbowałam.
Miałam się cieszyć, że słonce świeci czy ktoś się do mnie uśmiechnął, jak mi się życie waliło. No i co z tego, że miałam gdzie mieszkać jak wszystko szło nie tak jakbym chciała. No dobra byłam zdrowa, ale kasy mi brakowało, to jak się miałam cieszyć...
Oj ciekawy miałam dialog wewnętrzny, ale nie poddawałam się i z każdym dniem pisanie przychodziło mi łatwiej i... przyjemniej. Tak przyjemniej, bo dialog cichł ustępując miejsca zadowoleniu i radości.

Ewa w swoim artykule zaprosiła do jeszcze jednego zadania. Chodziło o wypisanie stu rzeczy z całego życia, za które jestem wdzięczna... Wówczas było to dla mnie wręcz niemożliwe, ale podjęłam się także i tego zadania. Pisałam je... wiecie, że przez ponad tydzień i to... można powiedzieć w boleściach. No i co z tego, że skończyłam studia czy miałam dach nad głową. To miały być osiągnięcia? Syna też urodziłam zdrowego, no i fajnie, ale teraz życie mi się waliło... Do wszystkiego wynajdywałam kontrargumenty nie do podważenia wówczas. W końcu przez lata wyspecjalizowałam się w czarnowidztwie, no nie. Jednak listę sporządziłam nie do końca będąc przekonaną co do tej wdzięczności...

A dzisiaj... prawdopodobnie nie nadążyłabym pisać napływającej ilości rzeczy, za które jestem wdzięczna w moim życiu. Także każdego dnia jest tyle rzeczy, za które mogę dziękować, że zapisałabym tony papieru.


 
autor nieznany - zdjęcie z internetu


06 grudnia 2014

Uzależnieni... od innych.


Uzależnienie, i to każde uzależnienie jest klatką, z której najczęściej nie chcemy się wydostać. Nie chcemy jej opuścić, bo tak nam jest dobrze wbrew pozorom. Narzekamy, ale tak naprawdę nie chcemy nawet reki wystawić poza kraty, aby spróbować jakby to było poczuć siebie.

Nie chodzi mi o alkoholizm, narkomanie, pracoholizm, lekomanię..., ale o uzależnienie od innych, bo to jest także uzależnienie jak każde inne. Uzależnienie od innych, od ich opinii na nasz temat. Jak nas odbiorą, jak nas postrzegają, co sobie pomyślą... I w efekcie spełniamy własnym zachowaniem i działaniem oczekiwania innych, a nie podążamy za głosem własnego serca. Nie robimy tego co kochamy, nie realizujemy się, nie rozwijamy, nie mamy własnego zdania... nie ma nas. Za to są inni, ich oczekiwania wobec nas, a my sami stajemy się marionetką w rekach innych.
Nie podoba nam się to, ale także nie mamy ochoty tego zmienić, bo ważna jest opinia innych o nas samych. W takiej postawie nie dopuszczamy do głosu siebie i naszego prawdziwego JA.

W fantastyczny sposób potrafimy krytykować i oceniać innych, pijaków, narkomanów, palaczy... a przecież sami jesteśmy na tej długiej liście uzależnień. Tak, my sami jesteśmy w gronie osób, które tak bardzo nam się nie podobają i które tak lekko, a zarazem brutalnie oceniamy w codziennym życiu oceniamy. Może warto się przyjrzeć tej sobie na tej liście...

Pijak. alkoholik, palacz, hazardzista, JA uzależniona/y od innych, narkoman, lekoman, pracoholik...


autor nieznany, zdjęcie z internetu

05 grudnia 2014

Ciało najlepszym radarem.


 Od zawsze wiedziałam, że ciało jest najlepszym radarem w jaki możemy być wyposażeni. Wystarczy go uważnie słuchać i przyglądać się, co takiego dzieje w naszym życiu i wszystko staje się jasne i oczywiste. A wówczas wystarczy wprowadzić korektę i powraca wolność, radość i spokój.

Jakiś czas temu pojawiła się w moim życiu osoba, która przypominała mnie sprzed lat, być może dlatego stała się mi bliska. Jednak była między nami niewielka różnica... Ja z tego okresu byłam na etapie rozwalania swojej klatki, którą to mistycznie budowałam przez lata, a ona... a ona pod pozorem wprowadzania zmian swoją klatkę uszczelniała...

Moje ciało czuło, że coś się dzieje niedobrego i dawało mi znać. Widziałam, czułam, że coś się dzieje, ale wszystko pokryte było poczuciem lojalności, odpowiedzialności, powinności... Z każdym dniem czułam się gorzej. Czułam i wiedziałam, że to sygnały, ale nie wiedziałam jakie i czego mogą dotyczyć. Dochodziły następne dolegliwości, a ja byłam już cała obolała i zmęczona. Nawet z urlopu powróciła migrena i na koniec totalnie mnie skopała. Miałam dosyć!!! I stał się cud. Wszystko samo się rozwiązało w kilka minut i momentalnie wszystko stało się jasne i proste, a wszystkie dolegliwości zniknęły. Niesamowite! Wystarczył drobiazg, bzdeta wręcz aby osoba sama zniknęła z mojego życia, a ja mogłam odzyskać wolność.

No cóż, nie jest nam po drodze z osobami, które tylko mówią o zmianach i czekają na cud, który sam nastąpi bez naszego udziału. Kiedyś też tak myślałam. I tak się dzieje, samo się rozwiązuje, cuda się pojawiają jeżeli sami kroczymy w stronę zmian, to życie i wszechświat nas wspiera i prowadzi. Ale siedząc z założonymi rękami długo będziemy grzać wybrane przez siebie miejsce. I narzekanie, że nam się nie podoba nic nie da, bez wykonania nawet najmniejszego kroku, bez względu na to jak bardzo trudny był by on do wykonania i jak bardzo by bolał. Warto się na niego zdobyć!


autor nieznany - zdjęcie z internetu



Być tu i teraz.





04 grudnia 2014

Syn lustrzanym odbiciem.


Każdy człowiek. którego spotykamy na swej drodze jest naszym lustrzanym odbicie. I czy ten fakt wykorzystamy dla własnego dobra zależy tylko od nas samych. Są to cudowne lekcje życia pozwalające spojrzeć w głąb siebie i zaobserwować co nas tak naprawdę uwiera w życiu.

Przeglądając się codziennie w ludzkim odbiciu ciągle odkrywam siebie na nowo i na nowo, dowiadując się o sobie zaskakujących rzeczy dotychczas ukrytych. Czasami jest to dosłowne odbicie, a czasami mogę się przyjrzeć rzeczom i zachowaniom, których tak naprawdę nie akceptuję u innych, z którymi walczę, walczę nieświadomie.

Doskonałymi nauczycielami w tym przypadku są członkowie naszej najbliższej rodziny, bo są z nami i codziennie pod ręką. Ostatnio przez jakiś czas przyglądałam się w odbiciu nastoletniego syna, który nie kończył wykonywanej czynności. A konkretnie, to nie kończył zmywania naczyń. A dosłownie, to niby kończył, bo zlew zostawał pusty, ale tylko na moment, bo za chwile lądowały w zlewie brudne naczynia przyniesione przez niego z jego własnego pokoju... Brudne naczynia w pokoju nastolatka, to... podobno taki wiek... I tego się trzymam jako etapu przejściowego będącego nowym dla mnie doświadczeniem.

Wracając do zmywania, to sama zawsze te czynność doprowadzam do końca i przez dłuższy czas nie mogłam skojarzyć o co w tym chodzi. A chodzi o niedosłowność, o czym kompletnie zapomniałam...
Qrcze, ja czegoś także nie dokańczam jak widać! Tylko czego? Przyglądam się i nawyk, którego odzwierciedleniem jest syn z pewnością na dniach się ujawni. To takie proste i być może dlatego wydaje się skomplikowane...
Wszystko zależy od tego czy chcemy się przejrzeć i co chcemy w swym odbiciu dostrzec.


autor nieznany - zdjęcie z internetu