znalezione w sieci
24 maja 2019
05 maja 2019
Z lęku bycia nikim.
Dlaczego podajemy w wątpliwość, a następnie czynimy wysiłki, by zmienić opinie świata na nasz temat, ale nigdy nie kwestionujemy własnych przekonań, niezależnie od tego, jak silną wywierają na nas presję i jak wielki wzbudzają niepokój?
Nawet nam się nie śni, że moglibyśmy zanurkować we własnej wannie, szukając zatopionego skarbu, ponieważ wiemy, że co najwyżej, możemy liczyć na znalezienie tam kilku plastikowych pereł.
A jednak każdego dnia dajemy nura głową do przodu w ten świat, by spróbować być Kimś.
Wciąż od nowa grzęźniemy w jakimś nowym, nierealistycznym pomyśle, który niesie w sobie obietnicę potwierdzenia własnej wartości, mimo że najlepszą rzeczą, jaką udało się nam do tej pory osiągnąć, było chwilowe podniesienie naszej rangi we własnych oczach, co zawsze przekształcało się w swoje przeciwieństwo, a mianowicie w zwątpienie w siebie. I w tym rzecz.
Guy Finley
20 kwietnia 2019
08 kwietnia 2019
Inspiracja do działania
Ile razy już słyszałaś czy czytałaś:
"Zrób coś inaczej niż zawsze."
A ile razy zrobiłaś coś inaczej?
Uwielbiam eksperymentować, doświadczać, praktykować, bo tylko przez działanie mogę czegoś dowiedzieć się o sobie i wówczas podjąć działania zmieniające istniejący stan rzeczy.
Wiem, wiem, że często ci się nie chce. Sama to przechodziłam i dalej przechodzę. Chociaż obecnie mam wypracowane swoje metody i sposoby, które są wstanie mnie zmobilizować i mobilizują mnie do działania.
A wracając do praktyki, to zrobiłam sobie "rozpracowujący" mnie prosty lecz nie łatwy eksperyment. Postanowiłam zjeść, zbliżone do tradycyjnego drugie danie, ręką którą nigdy nie spożywam posiłków... Dla osób posługujących się obiema rekami, proponuję zmianę ręki z każdym kolejnym kęsem.
Już kiedyś podejmowałam podobne wyzwania, bo to jest wyzwanie, ale przy znacznie łatwiejszych do spożycia potrawach. Tym razem podniosłam sobie poprzeczkę i... był to najdłużej spożywany przeze mnie posiłek odkąd pamiętam i... najbardziej wyczerpujący. Kilkukrotnie miałam ochotę przerwać to doświadczenie i "odpuścić" sobie. Do czego skutecznie przekonywał mnie mój umysł. Przerwać i zrezygnować... To tylko posiłek jedzony w inny sposób, ale jakże klarownie pokazujący mechanizm podejścia do wszelkich zmian w życiu.
Podeszłam do eksperymentu z radością i ciekawością dziecka, ale wprost proporcjonalnie do czasu wykonywania zadania, pozytywne podejście malało. Nie poddałam się. Sporo dowiedziałam się o sobie, a przede wszystkim o cierpliwości, a raczej jej braku w tym przypadku, a która w cudowny sposób się ujawniła z głębszych poziomów. Oj, kocham te odkrycia archeologiczne w sobie!
Dotrwałam do końca i byłam z siebie dumna...
że to zrobiłam,
że znowu czegoś dowiedziałam się o sobie,
że zobaczyłam tematy do dalszej zmiany.
I fajnie, że dotrwałaś do tego momentu.
Fajnie, że coś zaiskrzyło w twojej głowie,
a może nawet poczułaś w sercu.
Ja mogę pisać i opisywać, ale nigdy nie dowiesz się o czym piszę dopóki sama tego nie doświadczysz. To tak jak z ciastkiem. Opowiem ci jakie było smaczne z uwzględnieniem szczegółowych doznań smakowych, ale dopiero jak sama skosztujesz, to dowiesz się o czym opowiadam.
Jednorazowy eksperyment może ci ukazać wiele informacji o tobie.
Jednak spróbuj go odnieś do procesu zmian. Ile czasu zajmie ci wypracowanie pełnej sprawności, ręki, która dotychczas była "w spoczynku"?
A co się dzieje kiedy oczekujesz ogromnych wręcz i to natychmiastowych zmian w swojej codzienności, bo przecież "coś" tam zmieniłaś. Nie da się już, zaraz, natychmiast. to jest proces.
Masz ochotę dowiedzieć się czegoś o sobie?
Eksperymentuj, doświadczaj, praktyki.
Działaj!
Jedynie przez działanie możesz dokonać zmian.
Cieszę się, że jestem.
Jestem także dla Ciebie.
Co mogę zrobić dla Ciebie?
Maria Prosper-Life
mentor życiowych zmian
mentalistka63@gmail.com
https://epokamilosciserca.blogspot.com/
05 kwietnia 2019
Dla siebie czy "pod" innych?
Kiedy zakładałam tegoż bloga, bałam się i to bardzo. Ale chęć posiadania swojego miejsca w przestrzeni wirtualnej była większa niż strach. Nie myśl, że było to łatwiejsze, bo chęci były większe. Nic podobnego! Cała się trzęsłam, dygotałam. Tak reagowało moje ciało na zmiany i podpowiedzi umysłu, które można byłoby skwitować jednym, krótkim zdaniem: "To nie dla ciebie kochana!"
Podświadomie postanowiłam sprawdzić to. Pomimo strachu, obaw i wątpliwości założyłam bloga. Oczywiście obawiałam się reakcji odbiorców, ale blog powstawał bardziej dla mnie niż dla innych. Nie było istotnym, że grafiki, które robiłam były dalekie, i to bardzo, od doskonałości. Podobnie z tekstami, które pisane były przez dyslektyczkę. Istotnym w moich działaniach było to, że było to moje i płynęło z serca, z miłością.
Blog, jak na osobę początkującą szybko się rozprzestrzeniał w internecie. Oj, wiem, że dla jednych to mały zasięg (wielkość jest pojęciem względnym), jednak dla mnie był ogromny. I nawet nie wiem kiedy i jak, z pisania dla siebie, a tym samym dla innych, przeszłam na pisanie POD innych. A tak się nie da. Nie wychodzi. Nie ma energii. Nie ma autentyczności. Coś co nie jest szczere, naturalne nie ma prawa bytu. Wcześniej czy później legnie w gruzach. Dotyczy to wszystkiego w naszym życiu, każdej sfery życia, każdego zachowania. A nawet, gdy coś się zadzieje, to będzie to krótkotrwałe, chwilowe. Tak też było ze mną i moim blogiem. Związane było to także z odkrywaniem głębszych pokładów w sobie...
Proces zmian trwał bardzo długo, był bolesny. Były różnego rodzaju próby powrotu, próby podejmowania działalności, ale wewnętrznie czułam, że to nie to. Wycofywałam się, czasami gdzieś wam mignęłam. Jak sinusoida, a we mnie coraz wybuchał wulkan emocji, naleciałości, wzorców, blokad... Był moment uczucia bezsensowności...
Przez ostatnie dwa lata niewiele mnie tutaj było. Wiele rzeczy pozostało porzuconych i odłożonych. Jednak sporo działo się we mnie i mojej rzeczywistości. Proces trudny i bolesny, ale jakże uwalniający. Kolejne fragmenty puzzli mojego własnego obrazu prawie same w ostatnim czasie wskoczyły na swoje miejsce. Tak, prawie same wskoczyły, ale poprzedzone były wielomiesięczną pracą ze sobą i swoimi ograniczeniami, które powstrzymywały mnie przed kolejnymi krokami ku naturalności i autentyczności, czyli bycia sobą. Wiem, to jest proces ciągły, ale mam odczucie jakbym ostatnio dokonała kolejnego skoku milowego.
Ci, którzy są ze mną od początku zauważą, że moje teksty, które ostatnio się pojawiają w różnych miejscach w necie, nie należą do krótkich... Haaa, a kiedyś właśnie takie preferowałam. Teraz łapię się, że nie bardzo mam ochotę przerywać tego, co płynie z serca na ekran...
Co będzie i jak będzie? Nie wiem.
Wiem, że będzie dobrze i tak jak ma być.
Cieszę się, że jestem.
Jestem także dla Ciebie.
Co mogę zrobić dla Ciebie?
Maria Prosper-Life
mentalistka63@gmail.com
https://epokamilosciserca.blogspot.com/2019/
04 kwietnia 2019
Rekonfiguracja
Słowo to pojawiło się w moim życiu wraz z cudowną osobą, która je wypowiedziała...
Okres, w którym byłam nie należał do najłatwiejszych, gdyż dotykałam w sobie coraz głębszych poziomów i pojawiały się wątpliwości, obawy... nawet pytania o sens... Umysł z uporem maniaka "przekonywał" mnie o bezsensowności jakichkolwiek działań. I na nic zdaje się ogromna wiedza poparta wieloletnim doświadczeniem, kiedy wchodzimy głębiej i głębiej w siebie. Kiedy dotykamy subtelności, które nie do końca można przełożyć na codzienność. Proces piękny, ale także bolesny, czasami nawet bardzo, a przecież nie chcemy czuć bólu i doświadczać przykrych emocji, które są tak głęboko ukryte pod stertą rupieci i różnego rodzaju badziewi, że na samą myśl o odgracaniu odrzuca nas i robi nam się niedobrze...
Pytanie, tylko czy dalej ten balast chcemy ciągnąć za sobą? Ja nie chciałam. Zakasałam rękawy i zabrałam się do roboty. Zeszło mi znacznie dłużej niż przypuszczałam. W pewnym momencie pojawiła się ONA. Niespodziewanie zagościła w moim życiu osoba, która pomogła mi spojrzeć z innej perspektywy na problem w jednym z tematów, który ciągnęłam za sobą, jak przywiązaną kulę u nogi, ograniczającą mnie w nie jednym działaniu.
Pojawiła się, pomyślałam"gościnnie", ale pozostała ze mną na stałe, pomimo, że dzieli nas odległość fizyczna, to jest dalej dla mnie wsparciem. W procesie zmian, ważne jest aby obok był ktoś, kiedy potrzebujemy chociażby spojrzenia z innej perspektywy, jakieś wskazówki aby odkryć w sobie to "coś", co nie pozwala ruszyć dalej...
Możemy robić wszystko sami. Szczególnie kobiety, takie ZosieSamosie. I faktycznie w rozwoju nikt za nas nic nie zrobi, jednak dobrze jest czasami poprosić o pomoc. I ja poprosiłam. Odważyłam się. Poprosiłam, co nie było dla mnie łatwe, ale zrobiłam to i otrzymałam pomoc.
To właśnie od niej usłyszałam, to piękne dla mnie słowo: rekonfiguracja. Słowo, którego nie byłam wstanie zapamiętać przez kilka długich tygodni. Nie mogłam, bo właśnie we mnie i moim życiu odbywała się wielopoziomowa rekonfiguracja. Także rekonfiguracja wielu rozpoczętych projektów, w tym także mojej książki, na którą wielu z Was czeka z niecierpliwością...
Odpadło ze mnie wiele, bardzo wiele. To co zostało odkryte na nowo w cudowny sposób się układa, scala, harmonizuje... Cudowne uczucia i dla tych uczuć wato przechodzić każdy proces, nawet bolesny, który pozwoli zrobić kolejne kroki do przodu i w górę, a czasami są to nawet... skoki milowe!
Cudownego odkrywania siebie i życia na nowo.
Maria Prosper-Life
zdjęcie z internetu - autor nieznany
03 lutego 2019
Sporo się dzieje.
Częstotliwość, jak i intensywność uwalnianych przekonań, programów i tematów jest niesamowita. Takiego nagromadzenia, chyba nigdy jeszcze nie doświadczyłam, w tak krótkim czasie. Być może, że dotykam coraz głębszych pokładów. Być może przyczynił się do tego ponad roczny okres spokojniejszych wglądów w siebie i to czasami w kompletnej ciszy... Nie wiem i nie muszę wiedzieć.
Jest, jak jest.
Dzieje się, jak się dzieje.
Będzie, co ma być.
W tym okresie pojawiła się cudowna osoba, która jest ogromnym wsparciem w tym trudnym i bolesnym dla mnie procesie.
Tak, trudnym i bolesnym, bo pokazują się przeróżne sytuacje, a one powiązane są z emocjami. Przykrymi emocjami, które dotychczas były podświadomie skwapliwie chowane.
To jak zabawa w chowanego. Niby szukamy, ale tak na prawdę nie chcemy ich znaleźć. Pozostają nieujawnione i nieprzeżyte. I tak sobie idą z nami przez życie układając je nam po swojemu.
Teraz wypływają niechciane emocje, domagają się uwagi, przeżycia i uwolnienia. A to boli. Jednak nie ma innej drogi, chyba że wybieramy iluzję.
Ewa, bo o niej mowa, wykazuje się dużą dozą cierpliwości i czasu, będąc w całym tym procesie dla mnie ogromnym wsparciem.
Dziękuję Kochana.
Wczoraj, po kolejnej rozmowie, w której dzieliłam się swoimi spostrzeżeniami w procesie zmian... przyszła myśl...
"przeproś i podziękuj".
Tak, w takiej kolejności.
Ewcia wie, jak bardzo jestem jej wdzięczna
i jak umiem okazuję to.
Ale "przepraszać"...
Coś tu "nie gra"?
Za co?
Dlaczego?
...
Cisza, powrót do siebie i... olśnienie!
Dużo dostaję.
Za dużo!
Kłania się przyjmowanie.
I wczoraj nawet przyszła myśl o "przeproszeniu"
Przepraszaniu za przyjmowanie.
Oj nie, tego nie zrobię!
I nie zrobiłam, ale za to przyjrzałam się sobie.
Od dłuższego czasu pracuję z tematem przyjmowania, ale jak widać dalej zaskakuje i będzie zaskakiwać. Tylko ode mnie zależy, co z tym zrobię.
Być może też masz podobny temat do przepracowania, to wiedz, że nie jesteś sam, a z każdym krokiem jest lepiej.
Nie przepraszaj, za to, że pozwalasz sobie na bycie sobą.
(O ile nie krzywdzisz.)
Nie przepraszaj, że żyjesz.
To jest Twoje życie i masz prawo przeżyć je po swojemu.
Daj sobie przyzwolenie na...
PRZYJMOWANIE
Maria Prosper-Life
01 lutego 2019
Charakter, osobowość, odwaga.
Nie bez powodu odwaga jest wymieniona jako trzecia.
Rita Levi-Montalcini
włoska uczona, lekarka embriolog i neurolog,
laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny.
zdjęcie znalezione w sieci
Subskrybuj:
Posty (Atom)









