niedziela, 25 września 2016

Mężczyźni chcą tylko jednego.


"Mężczyźni chcą tylko jednego" powiadają złośliwi.
Ale ów partner, który chce "tylko jednego", chce tego, co właściwe.

Niekiedy w parach dochodzi do walki o władzę na tle spełnienia miłości. Gdy jeden z partnerów chce i pożąda, a drugi tylko łaskawie na to przystaje, wtedy ten drugi przyjmuje pozycję nadrzędną. Partner, który potrzebuje i pożąda, zajmuje pozycję podrzędną. A to niszczy miłość.

Miłość udaje się tylko wtedy, kiedy oboje partnerzy są pewni, że ich pożądanie jest odwzajemnione, zatem oboje pożądają z miłością i z miłością dają. Że trzeba przy tym mieć drugiego na względzie, rozumie się się samo przez się.

Bert Hellinger











sobota, 24 września 2016

Pozwalam i ufam.
















Taniec życia językiem Miłości.



Już kiedyś o tym wspominałam, że od dziecka czułam i jak mantrę powtarzałam "nie pasuję do tego świata". Niewiele rozumiałam z tego, co się wokół mnie dzieje, ale wyczuwałam, że sprzeczność goni sprzeczność. Zadawałam pytania, ale nikt z "mądrych" dorosłych nie umiał mi udzielić odpowiedzi, którą bym poczuła... Miotałam się. Co innego mi mówiono, a co innego czułam w sobie. Nie umiałam się w tym odnaleźć.

I wówczas podświadomie, dla pozornego bezpieczeństwa przyjęłam postawę uległą "grzecznej dziewczynki", spełniającej oczekiwania innych. A siebie...? A siebie i swoje uczucia, pragnienia, potrzeby zakopałam głęboko. Dodatkowo przysypałam je nakazami, zakazami, wymaganiami, oczekiwaniami i różnego rodzaju powinnościami, bo tak bardzo chciałam zaistnieć. Chciałam być zauważona. Nikt mnie nie zauważał, bo nie mógł. Nikt nie mógł mnie zauważyć, bo mnie nie było...

Kiedy poczułam, że dłużej tak nie dam rady, kiedy zaczęło do mnie docierać, że przecież Jestem, postanowiłam wrócić do siebie. Zabrałam się za wykopaliska. Czasami przypominało to nie tylko odgracanie z rupieci, ale pracę w kamieniołomach...

Krok po kroku, wiaderko po wiaderku, czasami kontener za kontenerem wyrzucałam zbędny balast trzymający mnie dotychczas w dole. Zmieniałam się. Nie, nie zmieniałam, ale odkrywałam siebie na nowo. Zaczynałam istnieć. Nie wszystkim się to podobało, ale ja zaczynałam się czuć coraz lepiej. I co ciekawego, wraz ze zmianami jakie we mnie zachodziły zmieniał się także mój zewnętrzny świat. Powolutku zaczynaliśmy ze sobą harmonizować. Oczywiście bywały rozbieżności i nadal bywają, jednak coraz częściej znajdujemy wspólny język. Język Miłości. Moje Serce podaje nutę, a wszechświat odpowiada i tak sobie wspólnie tańczymy. Tańczymy nasz taniec życia w Miłości.

Zapraszam do tańca z Miłością.

Maria Prosper
mariaprosperita@gmail.com 













Otwórz się na przyjmowanie.













piątek, 23 września 2016

Nie wiesz? To masz to, co masz!




"Proszę o ... (działanie) w intencji znalezienia lepszej pracy."

Lepszej?
Hm, to znaczy, że obecnej nie lubisz. Chcesz się jej pozbyć i zamienić.
Pozbyć jak bólu, łykając kolejną pigułkę dobrą na wszystko.
Nie lubisz obecnej pracy, nie akceptujesz jej, "walczysz" z nią".
Nie lubiąc swojej pracy mówisz wszechświatowi jasne NIE.
Jeżeli obecnie mówisz NIE swojej pracy...
to dlaczego wszechświat w temacie innej pracy ma powiedzieć ci TAK?

Lepszej?
To znaczy jakiej?
Z wyższym wynagrodzeniem? O 50zł brutto?
Bliżej domu? O 300m?
Atrakcyjniejszej? W systemie zmianowym?

Nieee???
Przecież atrakcyjniejsza, lepiej płatna, bliżej domu?
Lepsza!!!
Nie o to ci chodziło?
To o co?
Nie wiesz?
To masz to co masz!

Zatrzymaj się i posłuchaj głosu serca.
Odkryj czego chce dla ciebie i pozwól się prowadzić.


Maria Prosper
mariaprosperita@gmail.com 











niedziela, 18 września 2016

Każdy człowiek jest twoim nauczycielem.














Dar czytania ludzi.


Czytam ludzi. Hm, czy to prawda?

Od dziecka wyczuwałam ludzi, chociaż nie zawsze rozumiałam o co w tym odczuwaniu chodzi. Nie zawsze wiedziałam jak to, co mi się ukazywało przełożyć na rzeczywistość. Jedno było jednak zawsze jasne. I nie dotyczyło to tylko mnie ale i znajomych. Był to rodzaj ostrzeżenia, tak wyraźnie wyczuwalny, że nie do zlekceważenia. Spotykałam osobę, która niby była cudowna i niczego nie można było się "doczepić". Mądra, elokwentna, inteligentna, elegancka, pogodna... a jednak coś mi nie pasowało. Wiedziałam, że będą kłopoty... że ta właśnie osoba sprowadzi problemy. Dar rozwiniętej intuicji czasami też miał w tym swój udział.

To prawda, od zawsze wyczuwałam ludzi, a właściwie ich energie. Często nie rozumiałam tego, co się dzieje. Nie wiedziałam jak się zachować, co z przychodzącą wiedzą zrobić. Do tego dochodziło wiele innych umiejętności, które dostarczały dodatkowych informacji.

Wypowiadałam słowa, które się materializowały, manifestowały się mojej codzienności. Jednak nie wiedziałam "jak". Zwyczajnie się działy, ale nie miałam nad nimi kontroli. Nie rozumiałam. Jednak większość rzeczy i sytuacji w życiu "wymówiłam" sobie, wyartykułowałam.

Jednak dopiero po trzydziestce zaczęłam zagłębiać temat. Chciałam zrozumieć "jak". I tak zaczęła się moja podróż rozwojowa. Nie będąc świadomą wyruszyłam w drogę do domu, do siebie.
Warsztaty, kursy, książki... z prawie każdego tematu rozwojowego, duchowego, bioenergetyki, psychologii, kwantowości... sporo tego było przez te ponad 20lat. A wszystko tylko po, to aby dowiedzieć się "jak". Aby wszystko stało się jasne i proste. W rzeczywistości tak jest, wszystko jest jasne i proste. Nawet zbyt proste, lecz jak widać, droga dochodzenia do prostoty nie była ani łatwa, ani prosta.

Jestem czuciowcem. Czuję całą energetykę człowieka. Odczytuję wibrację głosu i wibrację słowa, tego pisanego też. Podobno jedna wibracja to głos serca, a druga duszy. Przez lata zdobyta wiedza potwierdzona życiowym doświadczeniem doskonale uzupełnia informacje energetyczne.

Czy czytam ludzi?
W pewnym sensie tak.
Uwielbiam czytać książki.
Uwielbiam czytać ludzi, kiedy do mnie się zgłaszają.
Masz ochotę abyśmy poczytali razem, zapraszam.

Maria Prosper
mariaprosperita@gmail.com