wtorek, 23 sierpnia 2016

Nie karm się lękiem, lecz spokojem i harmonią .



Lęk stanowi doskonałą pożywkę dla wszelkich ograniczeń i blokad. Żyjąc w strachu rezygnujesz z siebie i swoich marzeń. Ulegasz mu i oddajesz swoją moc. Masz poczucie uwięzienia i beznadziei. Żyjesz stratami przeszłości lub oczekiwaniami przyszłości. Nie ma cię w chwili obecnej.

Nie żyjesz tylko wegetujesz.
I nie ważne czy twoja wegetacja ogranicza się tylko do sporadycznych "zrywów" do działania, czy też "pędzisz" nie wiadomo dokąd, nie wiadomo po co. I jak się z tym czujesz?

Ile razy zastanawiałeś się czy zamknąłeś drzwi, wyłączyłeś żelazko? Ile razy wracasz i sprawdzasz czy coś zostało zrobione, bo nawet nie masz świadomości, że to zrobiłeś? Za to w twojej głowie buszuje "sabotażysta" podsuwając ci kolejne frustrujące pomysły na życie, na których skupia się całą twoja uwaga i energia. Nie ma cię tu i teraz. Nie żyjesz świadomie.

Jeżeli odpowiada ci stan i miejsce, w którym jesteś, nie zamierzam ci go burzyć. To TY masz być zadowolony ze swojego życia, bo to jest TWOJE życie. Jednak jeżeli masz ochotę podjąć się wyzwania i przeżyć przygodę zapraszam do cudownego doświadczenia, jakim jest proces świadomego życia, który z każdym krokiem zmienia nas samych i tym samym naszą rzeczywistość.

Nie wiesz od czego zacząć, chętnie pomogę i podzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem, jednak nie licz, że zrobię coś za CIEBIE. Nic z tego! Mogę otworzyć drzwi, mogę podać ci szklankę wody, jednak to TY będziesz musiał, jeżeli chcesz coś zmienić, sam przejść przez drzwi do nowego i sam ugasić pragnienie pijąc ze szklanki. Dostaniesz narzędzia, wsparcie, ale to od ciebie i twoich decyzji będzie zależało na ile chcesz coś zmienić w sobie i w swojej codzienności.

Jeżeli jesteś zdecydowany na zmiany, zapraszam do świadomego życia w uważności chwili. Uważność to świadomość tego, gdzie jesteś, gdzie byłeś przed chwilą i dokąd zmierzasz, bez życia uwikłanego w przeszłości czy przyszłości. Dzięki uważności i świadomemu życiu zaczniesz doświadczać życia, smakować go i doceniać, zamiast siedzieć w klatce lub pędzić przez życie waląc co jakiś czas głową w mur.
Uważność, to nie technika czy metoda, to sposób na życie, świadome życie. Świadome życie zakotwicza cię w teraźniejszości, tym samy rozpuszcza strach i lęk, wprowadzając w ich miejsce spokój i harmonię.

Jeżeli masz ochotę na inspirującą podróż odkrywania siebie na nowo i doświadczania świadomego życia, zapraszam do projektu:
"Nie karm się lękiem, lecz spokojem i harmonią."
Projekt obejmuje proces doświadczania życia z pełną świadomością przez 13 kolejnych tygodni, podczas których zmienisz siebie i swoje życie. Pracować będziemy online w zamkniętej grupie, gdzie co tydzień pojawiać się będą nowe tematy w procesie doświadczania świadomego życia w uważności chwili. Dostaniesz narzędzia i moje wsparcie w całym procesie. Grupa rusza we wrześniu, zapisywać się można do końca sierpnia.

Wyjdź z klatki umysłu-sabotażysty i otwórz swoje wewnętrzne okno na świat. Zacznij świadome życie w uważności chwili.

Maria Prosperita

informacje i zapisy
mariaprosperita@gmail.com











poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Zrób miejsce na nowe.
















Nasze ograniczenia finansowe.


Wiele się pisze i mówi o przekonaniach, które stoją na drodze do dobrobytu. Niewątpliwie są to ograniczające nas bariery, jednak przekonania, którymi przesiąknęliśmy przez lata dotyczą nie tylko pieniędzy, ale każdej sfery naszego życia. Zmiana przekonań jest tylko jednym z kroków wprowadzania zmian w naszym życiu.

W przypadku pieniędzy, poza naszymi blokującymi przekonaniami wpływ mają także nasze relacje z rodzicami, nasza seksualność i nasza świadomość, która ogranicza nasz dostatek tylko do pewnego pułapu.

W przypadku rodziców, bardzo istotne jest uzdrowienie wzajemnych relacji, gdyż są one ściśle powiązane z naszymi relacjami z pieniędzmi. Ojciec powiązany jest z przypływem pieniędzy do naszego życia, natomiast matka z utrzymaniem pieniędzy w życiu. Wszelkie żale, bóle, pretensje, które kierujemy w stosunku do rodziców, tak naprawdę skierowane są do naszej sytuacji finansowej. Mając złość do rodziców, złościmy się na pieniądze, tym samym odpychając je od siebie. Uzdrawiając relacje z rodzicami i nie ważne czy już odeszli czy dalej są z nami, uzdrawiamy nasze relacje z pieniędzmi i sytuacją finansową.

Energia seksualna jest potężną energią, powiązaną z czakrą serca i energią miłości. Mając zablokowaną czakrę serca, niemożliwym jest odblokowanie energii seksualnej. Szczególnie my kobiety, wychowane w katolickich rodzinach mamy ogromne ograniczenia w dopuszczeniu tej cudownej energii do siebie. Blokując energię seksualną, blokujemy także energię pieniędzy, gdyż jest to ta sama energia.

Kolejną barierą ograniczającą nasz dobrobyt jest nasza świadomość, która nie jest wstanie przeskoczyć pewnego pułapu finansowego, który sami sobie wyznaczyliśmy podświadomie. Pułap ten jest ściśle powiązany z naszym poczuciem wartości. Im poczucie wartości niższe, tym niższy jest to pułap. I niby z umysłu chcemy dostatku, jednak gdy on się pojawia... szybko go tracimy i wracamy do punktu wyjścia naszej podświadomości.

Każde ograniczenie można zmienić!
Każdą blokadę rozpuścić!
Każdą relację uzdrowić!

Życia w zachwycie dobrobytu i dobrostanu Kochani!


Maria Prosperita
Sesje uzdrawiania życia.
mariaprosperita@gmail.com









Więcej o tym, jak możesz opuścić stare schematy i otworzyć się na przygodę jaką jest życie, przeczytasz w mojej książce, którą możesz kupić w przedsprzedaż, więcej informacji w linku Życie (nie) jest proste!



sobota, 13 sierpnia 2016

Jak to jest z tym dawaniem od serca?



Pracując z ludźmi jakże często słyszę: "...ale ja TO robię od serca!".
Sama kiedyś tak myślałam nieświadomie się oszukując.
Od serca? To skąd te rozczarowanie i rozgoryczenie?
Skąd poczucie poświęcenia i wykorzystania?
Dawanie od serca, to czysta radość!

To czy coś robimy od serca czy za sprawą zimnej kalkulacji naszego sabotażysty podszytej naszymi oczekiwaniami, łatwo można sprawdzić. Masz odwagę poprzyglądać się sobie i dotknąć prawdy?

Z pewnością kupowałeś kiedyś dla kogoś prezent? Starałeś się dopasować do gustów obdarowywanego. Jeżeli wcześniej umiałeś słuchać, to dokładnie wiesz czego pragnie osoba, której chcesz podarować prezent. Co też nie jest gwarancją, że trafisz w przysłowiową dziesiątkę.

Czasami kupujesz coś "na ostatnią chwilę", a czasami długo i mozolnie wybierasz, aby to było tym  "naj...". I masz! Jesteś zadowolony! Idziesz, jedziesz, obdarowujesz i... I koniec. Tylko tyle, a może aż tyle. Kupiłeś, podarowałeś i nic ci do tego, co właściciel, nowy właściciel zrobi ze swoją własnością. Tak, twój przedmiot w tym momencie zmienił właściciela i on może ze swoją własnością zrobić co tylko zapragnie.

Niby tak, zgadzasz się, ale poobserwuj, co będzie się działo, gdy będziesz czytał o możliwościach, co może stać się z "twoim prezentem". Zobacz co wyprawia sabotażysta, jak reaguje twoje ciało.

Fajnie byłoby, gdyby obdarowany ucieszył się, ale ma także prawo:
- być niezadowolonym
- podarować prezent komuś innemu
- wyrzucić go
- zniszczyć
- przerobić
- ...
i NIC ci do tego kochany darczyńco!

Wszystko to, co teraz myślisz i czujesz, to tylko iluzja wytworzona przez sabotażystę, potwierdzająca, że twój podarunek nie miał nic wspólnego z sercem i miłością, tylko z zimną kalkulacją skierowaną na oczekiwanie wdzięczności, docenienia, uznania...
Obdarowując kogoś od Serca, Sercem nie potrzebujesz nawet usłyszeć "dziękuję"! Bądź szczery ze sobą, nikt cię nie słyszy, nie widzi.

Kochani, przepływu w dawaniu i braniu z Miłością.

Maria Prosperita
mariaprosperita@gmail.com


Więcej o tym, jak możesz opuścić stare schematy i otworzyć się na przygodę jaką jest życie, przeczytasz w mojej książce, którą możesz kupić w przedsprzedaż, więcej informacji w linku Życie (nie) jest proste!










poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Człowiek, który rozpracował karmę.


Jest osobą niezwykle kontrowersyjną, ale jego poglądy podziela wielu ludzi. Gorliwi wyznawcy chłoną jego wypowiedzi i, co sami przyznają, czują się dzięki niemu po prostu szczęśliwsi. Dziś Siergiej Łazariew, autor bestsellerowych książek i badacz, który podobno rozpracował istotę karmy, odpowiada na najciekawsze pytania związane z wpływem poprzednich wcieleń na teraźniejszość.






W jaki sposób rozwój intuicji wiąże się z karmą? 
S. N. Łazariew: W bardzo prosty. Otóż francuscy badacze spostrzegli, że w pociągu, który uległ katastrofie, jest średnio o 15% mniej pasażerów niż zwykle. Dlaczego? Bardzo zwyczajnie - ten człowiek, którego karma jest lepsza, złamie nogę, zgubi lub ukradną mu bilet albo rozmyśli się i nie trafi do tego pociągu.
A ten, którego karma jest gorsza, nie otrzyma intuicyjnego ostrzeżenia. Odwrotnie - "pogoni go" tam i pojedzie tym pociągiem. Intuicja - to właściwe przeczucie odnośnie przyszłości, związane z czystością duszy człowieka. Im bardziej czysta dusza, tym jestem "wyżej nad ziemią" i tym silniejsza jest moja intuicja oraz prawidłowe postrzeganie przyszłych zdarzeń. I na odwrót - w tych samych proporcjach.

Czy rodzeństwo bliźniacze niesie jednakową karmę?
S. N. Łazariew: Nie. Zwykle bliźniak, który rodzi się pierwszy - bierze więcej negatywu, drugiemu jest lżej. Kiedyś, gdy ludzie mieli niezachwiane poczucie, że Bóg kieruje wszystkim - rozumowali prawidłowo. Kiedy ktoś dokonał złodziejskiego czynu, myśleli: "Bóg cię osądzi, ja teraz ciebie nie będę osądzać. Wsadzajcie go do więzienia, róbcie z nim wszystko, co trzeba, ale ja go nie osądzam". Oto było właściwe ustosunkowanie się.
Obecnie wiara w Boga powinna być świadoma i rozsądna - czyli religia winna stać się wiedzą, nauką. Proces ten właśnie zachodzi, widzę go w każdej pracy badawczej. Tak więc potrzebna jest umiejętność zrozumienia, że jeśli pojawiają się nieprzyjemności życiowe, oczyszczana jest moja dusza; jeśli mnie oszukano - to w ten sposób poniżana jest moja mądrość, ponieważ przylgnąłem do mądrości. Umiejętność nieosądzania - to umiejętność pozostawania w dobrym zdrowiu.
Przed trzema dniami badałem młodego człowieka ze schizofrenią. Ujrzałem przyczynę: jego ojciec bezustannie osądzał siebie i innych - głupich, niemądrze postępujących, władze, sąsiadów i siebie. Nastąpił proces lgnięcia do mądrości oraz rozwój pychy. U matki - to samo zjawisko. A u syna - to już dziesiątki razy silniejsze.
Przylgnięcie do mądrości i "ziemskości" przekracza u niego poziom śmiertelny. A to oznacza - albo śmierć, albo chorobę, która odbiera mądrość - właśnie schizofrenię. Jest jeszcze coś niedostrzegalnego, choć należącego do "ziemi", ale bardziej subtelnej natury.
Dlaczego niedostrzegalnego? Są to tak subtelne struktury duszy, że mogą one leżeć poza obszarami jednego żywota. O co chodzi? Pieniędzy nie zabiorę ze sobą do grobu, rodzina wraz z moją śmiercią także się rozpadnie. Jednak moje zdolności nie rozpadną się wraz z moją śmiercią. Przeniosę je w kolejne życie, ponieważ zdolności istnieją niejedno wcielenie.
Moje duchowe jakości - dobroć i przyzwoitość - trwają więcej niż jedno życie. Moja mądrość, która leży u podstaw duchowych jakości, może żyć dziesiątki wcieleń. Takie pojęcie - jak los, przeznaczenie - okazuje się, że to jest realny twór. Twór informacyjno-energetyczny, który żyje, jak stwierdziłem, przez ponad 40 wcieleń. Otóż do tego też można przylgnąć.
Jak można przylgnąć do zdolności? Jeżeli zaczynam gardzić niezdolnym - przylgnąłem do zdolności. Jeżeli zazdroszczę bardziej zdolnemu - przylgnąłem do zdolności. Kiedy dusza lgnie do "ziemskiego", staje się pyszna. Pycha jest blokowana najcięższymi chorobami, szczególnie obecnie, gdy ludzkość bardzo daleko posunęła się w kwestii osądzania niezdolnych i osądzania siebie.
Tu jest bardzo ważny moment. Praktycznie każdy człowiek przychodzący do mnie na wizytę uważa, że osądzać siebie - to normalne. Nic podobnego. Osądzanie siebie, przygnębienie - to znaczy niechęć do życia - to są programy samounicestwienia, które dają najcięższe zachorowania.
Kiedy człowiek zabłądził w lesie, to jego zachowanie ma trzy etapy. Pierwszy etap - nienawidzi on wszystkich, z powodu których poszedł do lasu, którzy mu to doradzili. Najbardziej prymitywne podejście do sprawy - "wszyscy są winni". Potem staje się bardziej uduchowiony. Zaczyna coś rozumieć i zaczyna nienawidzić siebie - jest to drugi etap. Tak czynią bardziej "duchowi" ludzie. Trzeci etap - rozumie, że nikt nie jest winny, że winnych po prostu nie ma i zaczyna poszukiwać wyjścia. Aktualnie cała ludzkość zwraca ten program - nienawiści, osądzania i poszukiwania winnych - przeciwko sobie. Włącza się program samounicestwienia, odbywa się to automatycznie.

Czy można się czegoś dowiedzieć o swoich poprzednich wcieleniach i wcieleniach swoich dzieci?
S. N. Łazariew: Można, ale nie trzeba. Dlaczego? Ponieważ wszystkie nasze poprzednie wcielenia przejawiają się w naszym postępowaniu. Całe moje poprzednie życie jest odzwierciedlone w każdym moim czynie. Dlatego wystarczającym jest dokładne przejrzenie swego obecnego życia - i można oczyścić karmę.
Gdy przed człowiekiem odkrywa się szczegółowo jego poprzednie życie, to traci on poczucie ważności obecnego życia. Zachodzi proces "neutralizacji" i pojawia się w nim obojętność do aktualnego życia. Jest to niebezpieczny program. To jest przyhamowanie rozwoju. Dlatego - jeśli nie znamy przeszłości, jeśli jest ona dla nas zakryta, podobnie jak i przyszłość - dzieje się to nieprzypadkowo. Ponieważ zobaczenie przyszłości, przyszłych wydarzeń, szczególnie, gdy nie jesteś w stanie na nie wpłynąć - to trauma dla świadomości.
Dlatego posiadamy instrument - mamy nasze obecne życie, mamy emocje, za pomocą których odbieramy - odczuwamy całe życie i to jest w pełni wystarczające. Po to, by zmienić swoją karmę, powinienem zmienić swój los. Karma - to los wielu żywotów.
Mój los - to mój charakter. Mój stan wewnętrzny zależy od tego, jak się prowadziłem w poprzednim życiu. Aby zmienić karmę i los, trzeba zmienić charakter. A charakter - to postrzeganie świata. Jeżeli w jednej chwili potrafię zmienić postrzeganie całego świata, jeśli dokona się to na wszystkich płaszczyznach - moja karma jest "zdjęta". Przykładem jest symbolika "Łotra na krzyżu" - człowiek zmienił całkowicie postrzeganie świata i zmieniła się jego karma.

Dlaczego dzieci "rozliczają się" za swoich rodziców i krewnych? To jest niesprawiedliwe.
S. N. Łazariew: Proszę zrozumieć, że istnieją prawa. Weźmy na przykład taką sytuację: Kapitan dowodzi okrętem. Nie potrafił opanować sytuacji i statek rozbił się o rafy. Więc czy jest to sprawiedliwe, że pasażerowie zginęli?
Jest prawo, istnieją także wyższe prawa. Jeśli kapitan się "nie spisał" i pasażerowie zginęli, to znaczy, że każdy z nich trafił na ten okręt nieprzypadkowo. Jeżeli moi rodzice coś "nakręcili", a ja też z przeszłych żywotów mam analogicznie negatywny "bagaż", to okazałem się ich synem nie przypadkiem. Jeżeli zaprzestałem osądzania ich - zamknąłem najbardziej głębokie analogiczne struktury. I na odwrót.
A dlaczego ludzie odpowiadają za grzechy kraju itd.? Znowu wszystko jest nieprzypadkowe. Każdy człowiek precyzyjnie trafia w miejsce, które dokładnie odpowiada wewnętrznemu zakodowaniu jego pól. Trafiłem do jakiegoś kraju - bo na głębokim poziomie jestem z nim w zgodności.
Dlatego istnieje Wschód i Zachód. Np. kobieta na Zachodzie - wyemancypowana, osądza, pogardza, lekceważy - jest tam bezpłodna. Rodzi się potem na Wschodzie i "oduczają" ją tam. "Oduczają" wystarczająco długo. Odradza się i potem może już żyć na Zachodzie. Tak wygląda wahadłowy system, dzięki któremu żyjemy.

Jak samemu można się zorientować, jaki mam program i w czym tkwi przyczyna moich nieszczęść? Po przeczytaniu pańskiej pierwszej książki wszyscy "rzucili się" do obwiniania za swoje biedy rodziców i dziadków, i zaczęli szukać przyczyny własnych problemów - w życiu swoich krewnych...
S. N. Łazariew: Pierwszą książkę napisałem jako sprawozdanie i druga też będzie sprawozdaniem z moich badań. Do niczego nie przywołuję, niczego nie żądam. Przedstawiam tylko taki obraz świata, jaki mi się układa. Przedstawiam informację, która pomaga ludziom wyzdrowieć.
Dopiero po napisaniu pierwszej książki zobaczyłem, że osobista karma, indywidualne postrzeganie świata przez danego człowieka - jest najważniejsze. Jeżeli w czterech minionych żywotach wyrzekałem się wszelkiej świętości z powodu pieniędzy, to w obecnym życiu rodzę się w rodzinie, gdzie w czterech pokoleniach moich przodków trwał taki sam proces. Karma rodziców - to rzecz wtórna, a moja własna karma, moje indywidualne prowadzenie się, osobiste postrzeganie świata - pierwotne.
W ostatnim czasie wyjaśniam pacjentom, którzy przychodzą do mnie, że np. ktoś z nich nieprawidłowo postrzega otaczający świat, ktoś niewłaściwie postępuje itd. Niektórzy mówią na to: "Niech pan lepiej opowie, co tam wyprawiali moi rodzice". Odpowiadam: "Wyprawiał pan (pani) i "dostaje" pan (pani)". Wszystkie wykroczenia rodziców są odpowiednikiem naszych własnych wykroczeń. Dlatego osobiste ukierunkowanie danego człowieka, jego zachowanie i postrzeganie świata decyduje o wszystkim.
Jestem przede wszystkim badaczem, nie należy mnie mylić z działaczem religijnym. Zarzuca mi się często: "Oto mówi pan w kontekście Biblii, potem zahacza pan o karmę, później o coś jeszcze - zbyt dużo wszystkiego pan namieszał". Nie robię żadnego zamieszania, prowadzę badania i po prostu przekazuję ich rezultaty.
Na ile są one zgodne z jakimś systemem religijnym, o tyle je potwierdzam w ramach tego systemu, oto i wszystko. W mojej drugiej książce opisałem dowody świadczące o tym, że jedną z głównych przyczyn choroby jest osądzanie kogoś.
Jest to także jedna z najważniejszych przyczyn zachorowań na raka. Dlatego umiejętność przyjęcia wszystkiego, jako pochodzącego od Boga - to umiejętność bycia zdrowym. Jak wyjaśniam to swoim pacjentom? Mówię: "Każda komórka organizmu jest przez niego kierowana w 90%, a więc najpierw tą komórką się pracuje, posługuje, a potem ona pracuje na siebie samą".
Każdy człowiek również prowadzony jest przez karmę Wszechświata i przez Boga w takich samych proporcjach - w 90%. To znaczy, że każdy z nas jest najpierw "narzędziem". Kiedy więc osądzam innego człowieka - osądzam Boga, który go prowadzi. Świadczy to o tym, że wzrasta we mnie pycha, która jest zablokowywana poważnymi chorobami.
Wniosek jest taki - możemy walczyć ze złem, ale nie możemy osądzać zła. Ponieważ przy pomocy "ziemskiego błota" oczyszczana jest nasza dusza. Dusza może "ubłocić się" wtedy, gdy przylgnie do ziemskich dóbr. Umiejętność wewnętrznego przyjęcia zła, jako danego przez Boga, przy równoczesnej umiejętności sprzeciwienia się mu na zewnątrz - to umiejętność bycia zdrowym.
W stosunku do dzieci można odnosić się surowo i karać je, jednak nie wolno obrażać się na nie i nie wolno ich osądzać. Wielu robi jednak odwrotnie. Dzieci niekiedy powinny mieć stworzone twarde warunki - to działa jak szczepionka - uodparnia.
Dlatego, gdy widzę przywiązanie dziecka np. do pychy czy relacji, mówię rodzicom: możecie karać surowo, ale po 5 minutach trzeba dziecko pogłaskać po głowie, żeby nie "zepchnęło" ono poczucia krzywdy do swego wnętrza. Dziecko będzie się uczyło wówczas przyjmować poniżenie i obrazę od bliskiej osoby, i będzie to oczyszczało jego duszę.
Dlatego powiedziano: "Czcij ojca swego i matkę swoją", tj. kiedy rodzice dają mi karę, a ja mimo wszystko szanuję ich, to dzięki temu pozbywam się pierwotnego "przylgnięcia" do ziemskości - do matki i ojca. To jest bardzo ważne.

Czy można likwidować (zabijać) karaluchy i komary? [śmiech na sali]
S. N. Łazariew: Można, tylko nie wolno się na nie obrażać. [Znowu salwa śmiechu]. Przypominam sobie pewną kobietę, która kiedyś przyszła do mnie i powiedziała: "Mój kot ma pchły, czy może go pan wyleczyć?" Odpowiedziałem: "Oczywiście!". "A cóż trzeba zrobić?" - zapytała. Mówię jej: "Ma pani myśli samobójcze i niechęć do życia, dlatego spada odporność organizmu. Kot bierze to na siebie, jego odporność spada i rozmnażają się pchły".

Jaki jest pana stosunek do medytacji?
S. N. Łazariew: Człowiek Wschodu, dla niego "ziemskość" nie ma znaczenia, podczas medytacji po prostu likwiduje "ziemię" i idzie wzwyż.
Natomiast człowiek Zachodu ma z "ziemskim" związki i żeby "wyjść do góry" - musi zablokować wszystko, co związane jest z "ziemią". Odbywa się to poprzez skruchę - pokajanie. W związku z tym, jeśli człowiek Zachodu zaczyna medytować, narusza prawa i może mieć problemy.
Żeby medytować, trzeba siebie najpierw odłączyć od ziemi. W jaki sposób? Powinienem pozbyć się wszystkich namiętności. Czym są namiętności? To nienawiść, obraza, osądzanie, ubolewanie, pragnienia, trwoga, krzywda, żal itd. Stanowią one "klej", który moją duszę przytwierdza do ziemi. Tylko po wyzbyciu się tego wszystkiego mogę medytować. Ale gdy tego wszystkiego się pozbędę, to i bez medytacji "pójdę w górę".

Mój mąż nie rozumie mojej potrzeby doskonalenia się, mego zainteresowania problemami rozwoju. Reaguje negatywnie. Jak mam żyć z takim człowiekiem? Może lepiej się rozejść?
S. N. Łazariew: Sprawa polega na tym, że jeśli istnieje jakaś niedoskonałość, to jej leczenie następuje poprzez ból fizyczny lub duchowy - psychiczny. Im bardziej gotów jest człowiek na przyjęcie bólu duchowego, tym mniej będzie fizycznego. Jednak człowiek obcy nie jest w stanie przyprawić o ból duchowy.
Męki duchowe przyjmujemy od najbliższych nam ludzi - od rodziców lub ukochanego człowieka. Te męki duchowe doskonalą naszą duszę, o ile potrafimy wewnętrznie je przyjąć, zaakceptować. Dlatego bardzo ważne jest też zrozumienie, że osądzenie rodziców i osób bliskich leży u źródeł wszystkich problemów.
Kobieta bezustannie osądza męża. Narasta w niej podświadoma agresja, która zaczyna go zabijać. Taki program jest blokowany programem przeciwstawnym. Jej podświadoma agresja powinna się spotkać ze świadomą agresją męża.
Ten proces kończy się chorobą albo rozwodem. Jeśli są pretensje do męża, proszę najpierw prosić Boga o wybaczenie za wszystkie momenty osądzania go. Jakiekolwiek negatywne oddziaływanie na panią, stanowi zawsze rezultat pani wewnętrznej podświadomej agresji.
Zawsze obchodzą się ze mną odpowiednio do kodu, zawartego w strukturach mojego pola! Jeśli mnie potrącono - przyczyna jest w głębi, we mnie. Przepraszam za to, że jestem autorem agresji, skierowanej przeciwko mnie. To ja sprowokowałem człowieka do agresji przeciwko sobie. Dlatego umiejętność oczyszczenia siebie jest także umiejętnością pomocy bliskiej osobie.

Problem alkoholizmu. Oto czyjś syn upija się, "rozwala sobie" wątrobę. Mówię matce: "Jest pani przywiązana do... absolutyzuje pani zdolności, gardziła pani każdym, kto nie był zdolny, nieprawidłowo się pani odnosiła do takich ludzi. Osądzała pani także siebie, kiedy coś się pani nie udawało. Nienawidziła swego przełożonego, który poniżał panią i nie pozwalał pani realizować swoich zdolności. U syna zaś absolutyzacja zdolności i odpowiednio do tego - pycha, przekraczają poziom śmiertelny. Aby przeżyć - musi on poniżać siebie. Poniża siebie alkoholem". Tak więc alkoholizm, narkomania, nowotwory, astma, cukrzyca - to przejawy tego samego problemu. Są to objawy zablokowywania potężnego przylgnięcia do "ziemskości" i podświadomej agresji. Czyli dochodzi u niego do wewnętrznego przeciążenia, a jest ono związane właśnie z agresją i z nieakceptowaniem sytuacji, okoliczności. Jeżeli człowiek wewnętrznie kieruje się "w górę" i jeśli w jego duszy nie ma agresji - to potrzebuje minimum alkoholu. System zmiany postrzegania świata pomaga człowiekowi w równoważeniu się.

Tak więc problem nie polega na tym, czy ktoś pije alkohol, czy nie, lecz na tym, jak ustosunkowuje się do np. niepowodzeń w pracy. Oto jakiś człowiek ma niepowodzenia zawodowe, przeżywa to, pojawia się przygnębienie, przekształcające się w depresję. Jest w nim nasilony proces "lgnięcia" do pomyślności w życiu i w pracy.
Dlatego jeszcze bardziej będzie mu się "rozwalała" praca i los, żeby oczyścić jego duszę. Jeżeli ten człowiek to przyjmie - dobrze, jeśli nie zaakceptuje - będzie pogorszenie wewnętrznego stanu. Picie alkoholu jak gdyby odrywa nieco od ziemi, lecz rzecz nie w alkoholu, ale w niewłaściwym postrzeganiu sytuacji.
Była u mnie na wizycie pewna kobieta, której umierali kochankowie, zmarło 20 mężczyzn. Patrzę, o co chodzi? Otóż ukochanego człowieka i jego wiedzę, gotowa jest ona postawić ponad Boga. Ta kobieta zabijała ukochanych swoją miłością, "uziemiała" do takiego stopnia, że stawali się niezdolni do życia. Zapytała - czy można to w ogóle zmienić?
Powiedziałem, że po pierwsze codziennie rano powinna zwracać się do Boga, mówiąc, że kocha go bardziej niż jakiegokolwiek człowieka, jego mądrość i zdolności oraz bardziej od wszystkiego, co jest na Ziemi. Po drugie, musi zdjąć z siebie ten "klej", którym przyklejała siebie do mężczyzn, do ich wiedzy, mądrości. "Proszę zrobić przegląd całego życia, proszę zdjąć ten "klej", zaprzestać pogardzania głupimi i niedoskonałymi, zaprzestać osądzania ich, obrażania się na tych, którzy oszukiwali czy głupio się zachowywali. Wtedy nie będzie pani "zabijać miłością". Jeśli nie umie pani zatrzymać wewnętrznej agresji - niech pani ją zamienia na zewnętrzną".

Kiedyś opowiadałem już o pewnym przypadku. Jeden z moich znajomych od trzech miesięcy był bardzo ciężko chory na bronchit. Lekarze nie mogli pomóc. Zadzwonił do mnie. Powiedziałem: "Masz gruźlicę, pozbądź się urazy do żony, bo będzie za późno, nawet lekarze nie pomogą". On mówi: "Jak mam pozbyć się urazy, przecież ona mi takie rzeczy robi…" Poradziłem mu, żeby zrobił cokolwiek, chociażby talerz rozbił, a żeby tylko nie trzymał we wnętrzu tej obrazy.
Po tygodniu telefonuje żona i pyta, co mu powiedziałem, ponieważ po naszej rozmowie chwycił za młotek i pokruszył kafelki w łazience, zaczął szafę… Powiedziałem: "Proszę wybrać co jest pani potrzebne - albo mąż zdrowy, albo dobra szafa". Po tygodniu jego płuca były zdrowe. Dlatego umiejętność "niewpychania" urazy, krzywdy czy osądzenia - do wnętrza - to umiejętność bycia zdrowym. Dlatego kobietom, które płaczą - jest lżej.

Czy pańska rodzina podziela pana poglądy, czy podąża za nimi?
S. N. Łazariew: No cóż, jeśli po trzy godziny dziennie przysłuchują się moim telefonicznym biesiadom, to chcąc nie chcąc - zaczną podzielać... No, ale mówiąc poważnie, mieliśmy dość duże problemy zdrowotne u naszych dzieci, kiedy były małe. Był to okres, kiedy leczyłem, oddziałując rękami. Obiegłem wszystkich lekarzy, chcąc, by przynajmniej określili przyczyny zachorowań dzieci. Wówczas zrozumiałem, że to pragnienie jest bezsensowne i zacząłem szukać przyczyn samodzielnie. I później nastąpiła znaczna poprawa.

Dlatego z dziećmi postępuję tak: gdy córkę boli głowa - mówię jej: "Sama musisz zrozumieć - dlaczego?" Odpowiada: "Tak, obraziłam się, osądzałam". "Cóż, poleż i żadnych tabletek nie popijaj"- mówię. Jeżeli dziecko zrozumie, że jeśli kogoś znienawidziło - to może rozboleć je głowa, jeżeli obraziło się - rozbolał je brzuch, wówczas w przyszłości potrafi równoważyć się bez pomocy tabletek.
Nie jestem przeciwny tabletkom ani medycynie, przecież jeżeli będę miał złamaną rękę, to pobiegnę do lekarza. Powinienem jednak pamiętać, że złamanie - to skutek. Dlatego nauczenie dziecka, że choruje, ponieważ "zabrudziła się" jego dusza, że choruje - bo nienawidzi, obraża się i osądza - to umiejętność zaoszczędzenia także na tabletkach.

Jeżeli wszystkie choroby są karą, wychodzi na to, że nie ma sensu chodzić do lekarzy i zawód lekarza nie jest potrzebny?
S. N. Łazariew: Oczywiste, że to nieprawda. Wiedza jest nieskończona i zawsze będą takie sytuacje, gdy wskutek mego niezrozumienia pojawi się we mnie choroba - jako zablokowanie. Przecież poprzez choroby odbywa się rozwój. Zawsze będą lekarze i zawsze oni będą leczyć. To oczywiste. Jednak w tym zawodzie będzie coraz więcej elementów oddziaływania lekarza na duszę chorego. To wszystko.


wtorek, 2 sierpnia 2016

Uwolnij swoją stwórczą Moc.



Uwolnij swoją stwórczą Moc i prowadź życie jakiego pragniesz.


Często nie zdajemy sobie nawet sprawy z Mocy, którą mamy w sobie. Ogromnej stwórczej Mocy, która siedzi sobie cicho i bezczynnie na dnie naszego serca, otoczona skorupą różnorakich narzuconych nam przekonań i emocji, które nami władają. Tak władają, bo przez swoją uległość i podporządkowanie się oddajemy się zewnętrznej manipulacji i tym samym odbieramy sobie moc samostanowienie. Zaczynamy żyć życiem innych, a nie swoim własnym. Nie słuchamy głosu serca, tylko idziemy za rozkazami umysłu - sabotażysty. Jednak tak być nie musi.

Opracowałam autorski projekt wychodzenia z ograniczającej skorupy:
- nieswoich przekonań
- paraliżującego strachu i lęku
- destrukcyjnych emocji wstydu i winy.

Skorupa ograniczeń powstrzymuje nas przed prowadzeniem życia jakiego pragnie serce. Ta skorupa odbiera odwagę do działania, obniża poczucie wartości i zatrzymuje w miejscu, niejednokrotnie zmuszając wręcz do wycofania się z podjętych działań, z życia.

Pojawia się bezsilność i bezradność przypominające zamkniecie w klatce. A klatka, wbrew pozorom nie jest zamknięta. Wystarczy popchnąć jej drzwi i zrobić krok poza nią w kierunku radości, szczęściu i wolności. Krok ku harmonii ciała, serca i umysłu. Harmonii wyrażonej spełnionym życie w obfitości i dobrobycie.

Jeżeli jesteś gotowy na zmiany, masz odwagę zacząć kroczyć przez życie zgodnie z głosem serca, a nie do końca wiesz co zrobić, jakich działań się podjąć - pomogę. Pomogę i wspólnie możemy ruszyć w cudowną podróż ku spełnionemu życiu. Zapraszam do indywidualnej pracy.
Jak zwykle dla pierwszych 3 osób w nowym projekcie promocyjna cena! 

Maria Prosperita Niosąca Miłość
tutorka życia w Miłości, energoterapeutka, praktyk technik kwantowych
i życiowej teorii zmiany, twórczymi metod 9 kroków powrotu do siebie
mariaprosperita@gmail.com









niedziela, 31 lipca 2016

Życie jest jak bankiet ze szwedzkim stołem.



Jednak trzeba się pofatygować i samemu sobie nałożyć.
Czekając aż nas ktoś obsłuży... możemy umrzeć z głodu.



Doskonale obrazuje to zasłyszana historia.

"Pewna kobieta pragnęła popłynąć w rejs statkiem. Oszczędzała przez kilka lat i wreszcie kupiła sobie bilet. Jednak tylko drugiej klasy, bo na taki tylko zebrała pieniądze.

Szczęśliwa upajała się widokami morza, zwiedzała kolejne miejsca na lądzie i tylko jedno jej sprawiało przykrość. co wieczór z zazdrością patrzyła, jak na górnym pokładzie bawią się pasażerowie, piją szampana, jedzą pyszne potrawy, śmieją się, tańczą...
Szkoda, że nie poczekałam jeszcze trochę i nie uzbierałam pieniędzy na pierwszą klasę - myślała z żalem. Tak było niemal co wieczór.

Ostatniego dnia podszedł do niej steward i powiedział:
- Muszę panią zapytać. Dlaczego nie bierze pani udziału w wieczornych przyjęciach? Czy jakieś smutne wydarzenie nie pozwala pani się cieszyć?
- Nie, ja po prostu mam bilet drugiej klasy.
- Madame, ale te przyjęcia są dla wszystkich pasażerów."


Jeżeli już dłużej nie masz ochoty tylko patrzeć na szwedzki stół na bankiecie życia, tylko z niego korzystać, to zapraszam do stołu. Zapraszam cię do odkrywania tydzień po tygodniu, krok po kroku Mocy swojego Serca. Wszystko dziać się będzie na stronie Miłość - podaj dalej.
Wspólnie zabawimy się w odkrywanie życia z Miłością i w Miłości zawsze i wszędzie.

Maria Prosperita
Niosąca Miłość
 









 

sobota, 30 lipca 2016

Braku naszego powszedniego daj nam więcej...



Czyż nie tak właśnie brzmi twoja codzienna modlitwa błagalna?
Czyż nie rozpoczynasz swojego dnia od marudzenia i wymieniania wszelkich braków i niedostatków swojego życia?
Czyż nie ujmujesz jej w słowa:
nie mam, brakuje, nie mam, brakuje...?

Nie ważne czego dotyczy twój brak, choroby i dolegliwości cielesnych, niewolniczej pracy, nędzy i ubóstwa, samotności... Sam sobie to wymodliłeś! Codziennie i to wręcz z namaszczeniem odmawiałeś i prawdopodobnie dalej odmawiasz mantry: "nie mam" i "brakuje mi". Tym samym tworzysz moc modlitwy "Braku naszego powszedniego daj nam więcej..." jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmi, tak właśnie jest. Modlisz się o kolejny brak w swoim życiu, o kolejny wybrakowany dzień swojego życia. Czy chcesz tego czy też nie, tak się dzieje.

Zatrzymaj się i porozglądaj, co stworzyłeś do tej pory Mistrzu.
Kim jesteś? Jak się czujesz? Jak żyjesz? Co masz?
To wszystko jest twoim i tylko TWOIM dziełem!
Twoją energią twórczą było i jest czucie, myślenie, mowa i działanie.

Mając już świadomość swojej mocy tworzenia, możesz w każdej chwili, już teraz zmienić swoje procesy manifestacji eliminując niepożądane ich efekty i wprowadzając takie, które poprawią jakość codziennego życia.

Twórczej manifestacji pragnień Serca!

Maria Prosperita 









Daj sobie prawo do popełniania bledów!


Jak bardzo tkwisz w swoich ograniczeniach?
Jak bardzo jesteś uzależniony od opinii innych?
Jak bardzo chcesz być perfekcyjny?


Jak bardzo się staramy być doskonali, idealni, perfekcyjni w naszej codzienności? I po co? Po to, aby przypodobać się innym? Po to aby pokazać jacy to jesteśmy fajni? A nasza "fajność" w żaden sposób nie zależy od naszej doskonałości czy perfekcyjności. Naszą "fajnością" jest bycie naturalnym, autentycznym, szczerym i to przede wszystkim szczerym wobec siebie. "Fajnośc" to bycie sobą ze świadomością swoich niedoskonałości i "ułomności".

Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. I tych większych i tych mniejszych. Musimy być doskonali, idealni, perfekcyjni w naszej codzienności. W oczach innych.

Jako dyslektyk (o czym przez lata nie wiedziałam) moja uwaga skupiała się na literówkach i błędach orograficznych (także dysortografia). Znałam zasady pisowni, jednak w codziennym zastosowaniu były czasami wręcz niemożliwe. Pracując zawodowo w moim biurku zawsze był słownik ortograficzny. Często w swoich tekstach zamieniałam słowa na inne, mając wątpliwość jak się je pisze. Można rzec, że spędziłam życie ze słownikiem.Obecnie są programy, które robią to za nas, jednak czasami się zdarza, że także dzisiaj sięgam do słownika, jednak już elektronicznego.

Pracując ze sobą i do tematu własnej dysleksji zmieniłam podejście. Nie muszę być w swojej pisowni doskonała. Nic się nie stanie, świat się nie zawali, jeżeli zrobię błąd w swojej wiadomości czy tekście. Kiedyś nie do pomyślenia, dzisiaj... no cóż, stało się i tyle. Mam prawo do blędów, a mam je tylko dlatego, że sama sobie je dałam.

A jak jest z Tobą?
Może mały teścik? Mały eksperyment?
Tak?
Dasz sobie prawo do błędów?
Tak?

To teraz, nie później, nie za chwilę, ale teraz (!) napisz do kogoś wiadomość mail-ową, na czacie czy sms-ową z popełnionym świadomie błędem ortograficznym, a najlepiej dwoma.
Aaaa! No właśnie! Już wszystko wiesz!
To teraz zrób to! Daj sobie prawo do błędów!
Pokonaj opór, pokonaj blokadę i odważ się świadomie popełnić błąd!
Daj sobie prawo do niedoskonałości!

Jesteś doskonały w swej niedoskonałości!!!

Maria Prosperita Niosąca Miłość
tutorka życia w Miłości, energoterapeutka, praktyk technik kwantowych
i życiowej teorii zmiany, twórczymi metod 9 kroków powrotu do siebie
mariaprosperita@gmail.com



Więcej o tym, jak możesz opuścić stare schematy i otworzyć się na przygodę jaką jest życie, przeczytasz w mojej książce, którą możesz kupić w przedsprzedaż, więcej informacji w linku Życie (nie) jest proste!