Historia jednego parasola
Dziś padał deszcz.
Stoję na przystanku.
Podjeżdża autobus.
Składam
swój tęczowy parasol
i wsiadam.
Kasuję bilet.
Obok na siedzeniu siedzi
starszy pan i pyta mnie:
- Nie wstyd pani?
- A dlaczego ma być mi wstyd?
- Chodzi pani z tym pedalskim parasolem.
- Pedalskim? Dlaczego pan tak myśli?
- Bo tęczowy pedalski.
- Posłucha mnie pan, opowiem panu historię tego parasola.
Pięć lat temu zachorowałam na nowotwór. Pożegnałam się z mężem, dziećmi. Wiedziałam że odchodzę.
Ale los był dla mnie łaskawy.
Przeżyłam.
Była jesień gdy wyszłam ze szpitala. Moje dzieci kupiły mi prezent. Tęczową parasolkę. Bym nigdy nie zapomniała że życie jest piękne. Że zawsze po burzy wychodzi słońce.
I dziś kiedy pada deszcz, a ja otwieram swój tęczowy parasol myślę o tym, że życie jest piękne. Strasznie mi pana żal, że panu tęcza kojarzy się jedynie z homoseksualizmem...
autor nieznany
Maria Wiedunka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz